piątek, 10 lipca 2015

Labowe frustracje

Dla tych, których to interesuje:
Działania inżynierów w końcu ruszyły, chyba udało nam się zdobić ostatnią część do naszych "puzzli" i będzie można składać naszą aparaturę badawczą, na którą tak czekam.  
Zabawne to: sprzęt jeszcze jest w kawałkach, nie było nawet pierwszego testu,  a już wymyśliliśmy, żeby jedną część wymienić. Na szczęście są drukarki 3D i to zadanie nie powinno być jakieś szczególnie trudne. 

Natomiast ja utknęłam z chemią. Zrobiłam już wszystko, doszłam do ostatniego tematu i zaczęłam sprawdzać jak mi analiza próbek wychodzi. No i... nie wychodzi. Próbki pozytywne dają już co prawda wyniki pozytywne, niby nawet kształt na wykresie sugeruje, ze jest nieźle, ale... Próbki negatywne też dają wyniki poztywne. Niekiedy nawet bardziej, pozytywne, niż te poztywne.
Mam teorię dlaczego tak się dzieje, ale do jej zweryfikowania potrzebuję sprzętu, którego nie mam. 
Jeszcze gorsze jest to, że jeśli ta teoria utrzyma się po pomiarze, którego chcę dokonać, to wracam do początku, bo przyczyną zamieszania jest niska wydajność któregoś z dwóch etapów pierwszej reakcji. A jako, że sprawdziłam wiele różnych warunków, to zwyczajnie nie mam pojęcia jak ową wydajność poprawić. 

Na pocieszenie powtarzam sobie, że przecież zawsze tak jest. Że po to kontrakt mam na dwa lata, a projekt będzie trwał pięć, żeby właśnie z takimi rzeczami się mierzyć. I że zazwyczaj jeśli wyjdzie za pierwszym razem, to później jest jeszcze gorzej. Ale ciesze się, że idzie weekend. Muszę chwilę od tego odpocząć, zająć się głupią, niczego niewymagającą robotą, a wtedy rozwiązanie samo się znajdzie. 

Zatem wszystkim, którzy nie pracują w piątek w nocy życzę już teraz miłego weekendu :)

3 komentarze:

  1. Dasz radę :)
    No i być moze ktoś gdzies robił podobną rekację? Moze się uda trafić na publikację o jej optymalizacji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że dam radę. Nie pisałam tego po to, by się wyżalić. że zadanie jest niewykonalne, tylko żeby pokazać, że praca naukowa to nie Stargate Atlantis, gdzie McKey rozwiązuje rzeczy bardzo trudne w kilka sekund a niemożliwe do kwadransa.
      To takie moje wyjaśnienie dlaczego nie chwalę się jeszcze wynikami, dlaczego wciąż nie mam nowej publikacji i dlaczego na tegorocznym Imladrisie nie będzie kolejnej toksykologicznej prelekcji (tym razem o wykrywaniu trucizn).

      Co zaś do publikacji, to oczywiście, że jest ich mnóstwo. Nikt rozsądny nie bierze się za praktykę zanim nie przeczyta dostępnej literatury. Problem w tym, że wszystkie prace podają bardzo różne zakresy warunków w jakich biegną dwa kolejne etapy reakcji. Np pH pierwszego etapu ma być od 4.5 do 7. Ale każdy podaje konkretną wartość, a wielu jeszcze wyjaśnia dlaczego akurat ta jest najlepsza. I tak zoptymalizowałam warunki 6 kolejnych parametrów. I złożyłam swój własny protokół według którego wydajność była najwyższa. (Określona przez porównanie moich własnych wyników).
      Tylko wciąż nie wiem czy moje wydajności wahały się pomiędzy 20 - 50% czy 1 - 1.5%. I właśnie dlatego niezbędny mi sprzęt, którego nie mam. Wtedy określę wydajność i będę wiedziała czy dobrze kombinuję co trzeba poprawić.

      Usuń
    2. Ach to taka dziwna reakcja O_o. No to licze, ze sprzęt do pomiaru ilościowego wydajności reakcji się sprawdzi (jak już będzie) i pomoze.
      Gdyby nauka była tak prosta jak u McKeya to bym pewnie został na uczelni ;)

      Usuń