poniedziałek, 6 lipca 2015

Kuchenna ewolucja

Na początek uzupełnienie poprzednich obrazków z talerza: po powrocie ze sklepu kalafiory wyglądały tak:


Na zielonym nie widać w worku za dobrze, ale ma zabawnie poskręcane różyczki, spiralnie. Ja mam za bardzo spalone kubki na języku, żeby rozróżniać dobrze smaki, więc się nie pokuszę - tylko fioletowy w curry mi się nie widzi na talerzu. Za to gotować według porad należy na parze, bo w wodzie robi się granatowy. Z resztą woda po gotowaniu na parze jest właśnie jak atrament.
BTW: Kangur, opanowałeś obsługę parowaru w domu? To było podchwytliwe pytanie.


W związku z tym, że jakiś idiota zaprojektował nam śliczne garnki, ze stalowymi uchwytami do szklanych pokrywek, pozbawione jakiejkolwiek izolacji termicznej (i przykręcone mocno metalowymi śrubkami), co jakiś czas chodziłem z lekko poparzonymi palcami. Ponieważ używanie ścierki jest jakieś takie mało eleganckie, zwłaszcza jak się zamoczy w sosie któryś zwisający pokątnie rożek, postanowiłem nabyć rękawicę kuchenną. Z odpowiednimi pozdrowieniami.
Rękawica była wyprzedana na ThinkGeeku, ale od czego jest eBay. Tylko sprzedawać na nim nie lubię, bo opłaty za telefon, sprzedaż i potem wypłacenie kasy z paypala, pochłonęły zdecydowanie za dużą kwotę ze sprzedaży. Allegro nie jest takie pazerne.


Kukurydza. Nawet biedne zwierzaki są tu karmione, w karmniku, kukurydzą. Od nadmiaru ryżu, jak groził ojciec, mogłem mieć skośne oczy; ciekawe co nam grozi od jedzenia żółtych nasionek. Uprzedzając złośliwości, nie - nie próbowałem wyjadać ich wiewiórkom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz