środa, 2 listopada 2016

gorąco...

Na polu ciepło. Bez upału, ale naprawdę ciepło, a u nas z powodu remontu nie ma klimatyzacji. W biurze nie da się wytrzymać, jest ze 40C.

Ratujemy się jak możemy - nie tylko my z resztą.





Łącznie w biurze są trzy wiatraki i jeden mały klimatyzator. I tak nikt tam nie wytrzymuje powyżej 10 min.
W labie? Ale że fartuch? Dobry żart. Tylko do pracy z toksynami się przebieram.



Przynajmniej na zewnątrz jest przyjemnie. 

A nie pisałam, ze będziemy uzupełniać wpisy wakacyjne?
Tak wygląda kupowanie jedzenia w visitor center w Yellowstone: Dania w stylu chińskich zupek czy makaronu z czymś tam. Po zapłaceniu można sobie zrobić: jest woda, jest mikrofalówka... Ciepłe danie gotowe. Może nie najwyższej kasy, ale znaleźliśmy coś bezglutenowego i coś bezmięsno-bezkukurydzowego! 








Tu nadal nie do końca rozumiem ideę: W skrytkach na Celery Bog zostawione są metalowe skrzynki. Ludzie wrzucają do nich różne rzeczy, są też notatniki i zadania do wykonania (np odnalezienie kolejnej skrzynki...) 




Jennie odstrzelona na Halloween. Kurczę, gdybym wiedziała, też mogłam zaszaleć. Ale trzeba przyznać, że wyglądała rewelacyjnie. 



Praca z Koreańczykami wygląda czasem zabawnie.

 

To komputer labowy, nie prywatny. Dropboxa używam 2 razy w roku, więc nie pamiętam co gdzie jest. No i weź się tu człowieku zaloguj! Jak się okazało, dropbox przestawia się na stronie logowania na ostatnio używany język. Amerykanki, które miały ze mnie ubaw, poinformowałam na koniec, że jakoś sobie poradziłam, ale one mają teraz po polsku.  














1 komentarz:

  1. Skrzynki to pewnie geocaching https://en.wikipedia.org/wiki/Geocaching

    OdpowiedzUsuń