niedziela, 1 maja 2016

Jak bardzo chory pies?

W poniedziałek Korlat była na kontrolnej wizycie w związku z biegunkami. Wet był bardzo zadowolony, stwierdził, że poza tym jednym (będącym pod kontrolą szczegółem) Korlat jest zdrowa i w bardzo dobrej formie. 
Przy okazji spytałam go o guzka, który rośnie na jej łapie. Do obecnej chwili trzech niezależnych wetów (w Blair, na Purdue i w Chicago) stwierdziło, że zmiana jest niegroźna - podali jakieś kryterium na podstawie którego tak twierdzili - i żeby to zostawić, bo szkoda psa pod narkozę pakować dla takiej bzdury. 
Dr. Wolff, który badał ją tym razem, nie był taki pewien. Zaproponował biopsję. Wynik biopsji był jak kop w twarz: sarcoma. 
Szlag mnie omal nie trafił, bo po tym co było z Apą (guz na podniebieniu, zauważony jako już dość spory i nieusuwalny. Od wykrycia pies był z nami jeszcze tylko pół roku), jeszcze w Polsce wycięłam Korlacie wszystko, co znalazłam, łącznie trzy zmiany: włókniaka i dwa rogowiaki kolczystokomórkowe - wszystko było niegroźne. Tyle, że w Polsce to ja mówiłam "chcę to usunąć" i weci usuwali. A tu się stawiają bo przecież oni wiedzą lepiej.
Dalej nie wiem czy bardziej się martwię czy wściekam. Jesteśmy umówieni na zabieg na wtorek. Mam nadzieję, że będzie dobrze. 

Tymczasem siedzimy w łazience. Na południe od nas jest tornado. Jak na tutejsze odległości, to  całkiem blisko 



... Zwłaszca biorąc pod uwagę, że nasze domki z dykty poszłyby w drzazgi przy bezpośrednim trafieniu. 
Niestety w naszą stronę idzie kilka innych małych burz, więc wieczorny spacer się odwlecze i będzie krótki. 

Update: Nic więcej się już nie działo. Nawet burzy właściwie nie było. Pierwszy raz coś takiego widziałam. Ale i tak najlepsza była Korlat. Kiedy zawyły syreny ja się zainteresowałam (najpierw myślałam, czy nie jakaś strzelanina), ale sprawdziłam informacje pogodowe, radar i wiedziałam o co chodzi. Piesa kompletnie się nie przejęła. Ale jakieś 5 minut później, przyszła "poinformować" mnie, (w swoim stylu) że należy pójść w bezpieczniejsze miejsce, czyli do łazienki - jak widać w tym temacie Korlat zgadza się z ogólnymi instrukcjami stworzonymi przez lokalesów. 
W łazience ja słuchałam radia i czytałam wiadomości z Polski, a Korlat spała. Po jakimś czasie spróbowałam wyjść, ale zostałam upomniana, że jeszcze nie jest bezpiecznie. Co się będę kłócić. Wróciłam do łazienki. 15 minut później, kiedy burza przeszła na wschód, Korlat stanęła przed drzwiami. Otworzyłam, bo ewidentnie tego oczekiwała. Wystawiła łeb na zewnątrz, przeanalizowała sytuację i wyszła. Później zatrzymała się jeszcze w korytarzu, przed wejściem do living roomu, ponownie badając otoczenie. Widocznie uznała, ze jest już ok, bo zaraz później poszła na swoje posłanie spać. Po całej tej sekwencji nie sposób było się nie uśmiechnąć. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz