W tygodniu zrobiliśmy badania: RTG i USG w poszukiwaniu przerzutów. Gdyby coś znaleźli byłby to koniec leczenia. Nie byłoby usuwania guza, pewnie zaproponowaliby chemię. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym się na to zgodzić.
Na szczęście przerzutów nie stwierdzono. Wciąż mogą być - zbyt małe do wykrycia - ale liczymy na to, że wszystko jest dobrze.
Fragment guza z łapy poszedł na histopatologię, żeby sprawdzić jak bardzo złośliwy jest guz. W najgorszym wypadku trzeba by było usuwać 3 cm marginesu. Na szczęście nie jest tak źle, wystarczy 1 cm wokół guza. Co niestety i tak powoduje, że nie będzie jak zaszyć rany. Na łapie skóry jest za mało. Prawdopodobnie trzeba będzie przeszczepiać z innego miejsca. A biorąc pod uwagę, że skóra Korlat bardzo źle się zrasta, żeby nie powiedzieć, że nie zrasta się w ogóle, może jeszcze być nieciekawie. Operacja 19 maja. Zobaczymy co weci do tego czasu wymyślą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz