Przez ostatnich kilka dni miałem dwukrotnie niezły ubaw: raz czytając o super-sportowej wersji skody octavii, drugi sprzedając rower - w obu ze względu na tutejsze warunki i różnice pomiędzy nimi, a naszym krajem. Od końca poczynając: zaglądam sobie na gazetę, a tam piszą o skodzie, jak to się firma zmienia, jak mimo korzystania tylko ze starszej techniki VW daje sobie świetnie radę na rynku. No i sportowa nowość, octavia z silnikiem 280KM, taka mocarna. Za oknem stoi nasza nudna toyota, 270KM. Na ulicy co trzeci sedan, traktowany tu jako auto dla jednej osoby (góra dwu), ma fałkę szóstkę i lekko ponad 200 kucyków. A dlaczego dla jednej? Bo jak się wozi więcej, to dla wygody kupuje się dużego suv-a, albo przynajmniej minivana.
A to rower. Kupiłem tuż przed naszym zeszłorocznym urlopem, specjalnie przez kilka tygodni szukając czegoś z "barankiem", bo jeszcze nie miałem takim okazji pojeździć. Cholernie tu trudno - wszystko jest wielkie, ciężkie, na obu kołach amortyzowane, tylko do jazdy... po ulicach, z resztą sporadycznej. Za to przerzutek 3x8 w zasadzie się tu nie spotyka, 2/3 rowerów ma raptem 2x6. Szukałem, kupiłem (z resztą za niewielką cenę), i po pół roku sprzedałem, nie jeżdżąc ani raz. Zaraz po zakupie pojechaliśmy na urlop, w zasadzie potem była jesień i mój college, aż do teraz - a rower w zasadzie kupiłem pod pretekstem dojazdów do pracy, tylko zamiast 2 mile, przeprowadziliśmy się o 12, a to za dużo na codzienne pedałowanie 2x dziennie. No i tak samemu do niczego, poza tym - a Ewa przy jej kłopotach z kręgosłupem nie ma na razie szans na tego typu aktywności. No to sprzedałem, trzy razy szybciej, jak kupiłem. Miasteczko uniwersyteckie, ceny na rowery dwa razy wyższe, niż w Indianapolis (podobnie jak na drukarki i laptopy).
GMC Denali na ramie to tylko marka - nie wiem, kto wpadł na pomysł podpinania rowerów pod firmę samochodową, bo jak rok temu planowałem kupować sobie GMC w wersji Denali, to miałem na myśli raczej coś takiego:
Przy motoryzacji będąc uzupełnię jeszcze o jeden obrazek ze ścieżki nad rzeką.
Nie mam pojęcia, skąd się tam wzięły, jest chyba jeszcze trzeci, już całkowicie zagrzebamy i wkomponowany w skarpę brzegu.
A dziś wieczór Ewa pracuje: nad malowanką.
Generalnie mają to być urządzenia odstresowujące dla dorosłych, dlatego dostała wersję na Stare Wary. Ale - ponieważ wydawało mi się iż tak będzie zabawniej - również kredki świecowe, a te zdaniem naszej nowej gwiazdy obrazków wszelakich "się nie nadają do detali". No to dziś dokupiłem ołówkowe; siedzi więc i koloruje po kolei już chyba trzeci, robiąc "a-pfffff" na sugestię, że nie ma obowiązku pokolorowania wszystkich tego wieczora... Na stoisku książkowym namierzyłem nastąpną, będzie Gra o Tron, jak skończy za szybko (znaczy przed odstresowaniem).
Na koniec fota spod pobliskiego Walmartu.
Jak widać cena czyni cuda, a oszczędne kupowanie nie musi być domeną najuboższych (i imigrantów, nawet jeśli tylko czasowych).
Nie mam pojęcia, skąd się tam wzięły, jest chyba jeszcze trzeci, już całkowicie zagrzebamy i wkomponowany w skarpę brzegu.
A dziś wieczór Ewa pracuje: nad malowanką.
Generalnie mają to być urządzenia odstresowujące dla dorosłych, dlatego dostała wersję na Stare Wary. Ale - ponieważ wydawało mi się iż tak będzie zabawniej - również kredki świecowe, a te zdaniem naszej nowej gwiazdy obrazków wszelakich "się nie nadają do detali". No to dziś dokupiłem ołówkowe; siedzi więc i koloruje po kolei już chyba trzeci, robiąc "a-pfffff" na sugestię, że nie ma obowiązku pokolorowania wszystkich tego wieczora... Na stoisku książkowym namierzyłem nastąpną, będzie Gra o Tron, jak skończy za szybko (znaczy przed odstresowaniem).
Na koniec fota spod pobliskiego Walmartu.
Jak widać cena czyni cuda, a oszczędne kupowanie nie musi być domeną najuboższych (i imigrantów, nawet jeśli tylko czasowych).




W pełni popieram - świecowe nie nadają się do szczegółow ;)
OdpowiedzUsuńZ kredkami się zgadzam. Kasia też ma te kolorowanki... nie zauważyłem tylko, żeby odstresowywały.
OdpowiedzUsuńA co do ostatniego zdjęcia... toż to rpzecież tani chrysler 300c... paskudnie się tym jeździ.
a, papacz pan jaka zmyła, nie przyjrzałem się dokładnie - tylko na to "B" na masce
OdpowiedzUsuń