sobota, 2 lipca 2016

New York, New Yooooork!

Po południu ruszyliśmy w dalszą drogę. Przed nami było jeszcze drugie tyle jazdy.  Samochodem dojechaliśmy tylko do New Jersey.


Zatrzymaliśmy się u koleżanki z psiego forum. Tylko dzięki jej zaproszeniu mogliśmy zabrać na taką wycieczkę nasze suczydło: było gdzie i z kim ją zostawić nawet na cały dzień. 
Sabina ma swoje dwa maluchy: Daisy i Maję. Poza jednym, nieznacznym incydentem, kiedy to musieliśmy wyplątać Maję z pomiędzy Korlackich zębów, obyło się bez kłopotu. Muszę tu jednak zaznaczyć, że to Maja zaczęła i że Korlat jedynie wyjaśniła jej, że skakanie na nią z zębami, choćby i sześć razy mniejszymi niż jej własne, jest niedopuszczalne. Maja wnioski wyciagnęła i od tej pory trzymała się na dystans. 

Do NY pojechaliśmy z Przemkiem pociągiem. Jakieś 30 - 40 minut na Penn Station. 




Z tamtąd metro i 3 minuty spaceru, kierując się na najwyższy budynek, Freedom Tower. 
Tak wygląda z dołu. 


A tak Nowy York wygląda z góry. 




Później popłynęliśmy pozdrowić statuę. Przy okazji można było zrobić fotki Manhattanu z pewnej odległości. 




Po powrocie jeszcze Memorial. Trzeba przyznać, że wrażenie jest dziwne. Chłopak Sabiny, który był z nami opowiadał, że 9/11 był w okolicy. Że widział na własne oczy wbity w wieżę samolot. Do tego lista nazwisk tych, którzy zginęli... Niesamowicie długa lista. 



Na koniec przespacerowaliśmy się time square. I ta część podobała mi się najmniej. Hałas, tłum i dym z papierosów przyćmiły prawie wszystkie uroki tego miejsca. 


 



Joshua i Rockefeller Center


Za to wracając promem jeszcze raz mogliśmy podziwiać Manhattan. 




Dzień był bardzo długi i naprawdę męczący. Do domu wróciliśmy około 11, a spać znów poszliśmy po 2. 







4 komentarze:

  1. Widzę Jeszu przy swoim przyszłym miejscu pracy (Rockefeller Center) ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Big Boy: no nie wiem, ten mój uduchowiony wzrok chyba sięgał wyżej...

    OdpowiedzUsuń