Po powrocie z San Francisco pogoda uderzyła mnie jak taranem. Tu się nie da żyć! 5 minut po wyjściu człowiek czuje, że się lepi i ma ochotę wrócić pod prysznic.
Nic dziwnego, że akceptowalnym do pracy strojem są klapki i krótkie spodenki! (I nie mówię o kobietach.) Ale to się dało przewidzieć, przecież jestem w piekle. Zastanawiam się jakim cudem ludzie są w stanie żyć w Texasie. Przecież wilgoć, którą tu mamy to popłuczyny tamtejszej wilgoci, a w dodatki oni maja temperatury wyższe niż my!
W Las Vegas niedawno było 46C. No bomba po prostu. Wychodzi na to, że w tym kraju ciężko jest się nie upiec/ugotować.
Ponieważ nic nie może być proste, wszystko co działało w układzie Larry'ego, nie działa w naszym.
Zmieniliśmy wiele parametrów, więc odnalezienie źródła problemu nie jest proste, ale ja już przed wyjazdem miałam swoja teorię, która teraz przy nowych testach zdaje się potwierdzać.
SPieszę się, bo chcę jechać na urlop, a do listopada niewiele czasu mi zostało...
Jedna dobra wiadomość jest taka, że na środowym spotkaniu Paul zgodził sie kupić mi wszystkie rzeczy o które poprosiłam.
Ogólnie jest tak: do 300$ zamawiam bez pytania, nawet jeśli to oznacza kilka małych zamówień w tygodniu. Ale już wydanie jednorazowo 4000 na dwie rzeczy i kilka bzdetów do nich musi być autoryzowane. No i we środę czułam się jakbym miała dzień dziecka.
Dziś - już chyba trzeci raz od kiedy tu pracuję - udało mi się porozmawiać z Paulem na temat projektu, planów, pokazać mu świeże wyniki i omówić problemy. Rozmowa trwała może 10 minut. Ale wpadliśmy na genialny pomysł i jeśli Paul zrobi to, co obiecał, że zrobi i to zadziała (a zadziałać powinno), to problem nad którym teraz siedzę można będzie uznać za rozwiązany. Szkoda, że nie udaje mi się częściej zmusić szefa do skupienia się nad moją częścią pracy.
Nigdy nie mówiłam, że kupuję samochód rodzinny na zakupy czy też sprawdzający się podczas przeprowadzki. Toteż absolutnie nie rozumiem dlaczego mój mąż miał taki ubaw kiedy pojechaliśmy odebrać przesyłkę.
Nie była bardzo duża, to fakt. Nie mieściła się do bagażnika a i na tylną kanapę weszła z trudem. To tez prawda. Ale zaraz się nabijać?
Objechaliśmy we trójkę do Chicago i z powrotem. I to nie raz. Znaczy daje radę. Ale na lotnisko po gości chyba pojedziemy tym drugim...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz