Na początek uzupełnienie zdjęć.
Niestety w piątek trzeba się było zebrać w drogę powrotną. Szkoda, bo pracowało mi się fantastycznie. No i przede wszystkim nareszcie miałam dostęp do pozytywnej kontroli dla moich eksperymentów i rozwiązałam frustrującą zagadkę.
Panorama z plaży
Plaża raz jeszcze
Zachód słońca z Fort Point
Alcatraz
Niestety w piątek trzeba się było zebrać w drogę powrotną. Szkoda, bo pracowało mi się fantastycznie. No i przede wszystkim nareszcie miałam dostęp do pozytywnej kontroli dla moich eksperymentów i rozwiązałam frustrującą zagadkę.
Ale może najpierw napiszę jak się tam znalazłyśmy.
W trakcie listopadowej konferencji robiłam za taksówkę dla przesympatycznego pana doktora z USDA, Larry'ego Stankera, który zaopatruje nas w przeciwciała. Już wtedy poruszyłam delikatnie temat, czy nie mogłabym udać się kiedyś do jego labu, zobaczyć jak oni pracują, może nauczyć się czegoś nowego. Larry jest specem w produkcji przeciwciał, ale i w ich wykorzystywaniu w badaniach. To było jeszcze zanim zabraliśmy się za toksyny.
No i teraz nadarzyła się sposobność, żeby pojechać i zobaczyć mistrza przy pracy.
Niestety Paul dorzucił mi na wyjazd moją uzdolnioną doktorantkę, ale na to już niewiele mogłam poradzić.
No i teraz nadarzyła się sposobność, żeby pojechać i zobaczyć mistrza przy pracy.
Niestety Paul dorzucił mi na wyjazd moją uzdolnioną doktorantkę, ale na to już niewiele mogłam poradzić.
Tak czy inaczej od niedzieli do piątku byłam poza domem. W poniedziałek udałyśmy się do USDA. Omówiliśmy problemy i zabraliśmy się do roboty.
A właściwie to do roboty zabrał się Larry. Do samego końca prawie wszystko robił sam. W sumie to i dobrze, bo przekonałam się, że nawet najlepszym coś czasem umknie, pójdzie nie tak, że najlepsi też nie robią trzech eksperymentów na raz, bo rośnie ryzyko pomyłki. (Czasem miewałam wyrzuty sumienia, że można było zrobić coś jeszcze przy okazji).
A właściwie to do roboty zabrał się Larry. Do samego końca prawie wszystko robił sam. W sumie to i dobrze, bo przekonałam się, że nawet najlepszym coś czasem umknie, pójdzie nie tak, że najlepsi też nie robią trzech eksperymentów na raz, bo rośnie ryzyko pomyłki. (Czasem miewałam wyrzuty sumienia, że można było zrobić coś jeszcze przy okazji).
Larry podczas przygotowań do pracy.
Ostatecznie przez te trzy dni nauczyłam się więcej o pracy z przeciwciałami, niż przez całe lata doktoratu i postdoca. Larry jest niesamowity i ma ogromna wiedzę. A że jest to wiedza praktyczna, w dużej części umykająca naszemu zrozumieniu, Larry przekazał mi wiedzę, której nie znalazłabym w żadnej książce.
W środę zrobiłam sobie wolne od zwiedzania. W końcu byłam w Californi, a żywiłam się ryżowymi wafelkami z masłem orzechowym. (Jedynie wspólne lunche były normalne, bo w knajpach.)
No więc jak California, to Sushi!
Ech, jednak dostęp do świeżych ryb robi cuda. W Indiane to już nie to.
W czwartek pojechałam oglądać najstarsze China Town.
W środę zrobiłam sobie wolne od zwiedzania. W końcu byłam w Californi, a żywiłam się ryżowymi wafelkami z masłem orzechowym. (Jedynie wspólne lunche były normalne, bo w knajpach.)
No więc jak California, to Sushi!
Ech, jednak dostęp do świeżych ryb robi cuda. W Indiane to już nie to.
W czwartek pojechałam oglądać najstarsze China Town.
Niestety pod wieczór zaczęło się robić mgliście.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz