środa, 9 grudnia 2015

Przeprowadzamy się - część 1

Decyzja podjęta. Pracownicy Purdue odpowiedzialni za wynajem domu wykazali się totalnym tumiwisizmem, zahaczającym wręcz o brak kultury osobistej, więc i my ich olaliśmy. Wzięliśmy mieszkanie w Lafayette.

Zaletą będzie ładnie wykończone wnętrze i centralna klimatyzacja. Do tego brak konieczności dbania o trawnik w fazie wegetacji i konieczności odśnieżania zimą. O czystość pod domem i strzyżenie trawników zadba landlord. Oceniając po stanie aktualnym - ma wprawę.



Uliczki na nowym "osiedlu"


Same budynki są piętrowe. Tym razem lądujemy na parterze. Czy to dobrze czy źle, ciężko ocenić. Zależy kto będzie mieszkał nad nami. Była opcja na mieszkanko na piętrze, ale w budynku przy ulicy. W tym zestawieniu aktualna lokalizacja wydaje się być dużo lepsza. 
Poza tym jeszcze tej zimy, kiedy Korlat miała problem z bólem mięśni marzyliśmy o mieszkaniu na parterze. Oby nie było potrzebne...



Widok na "nasz" budynek. Tym razem mamy mieszkanie w środku, więc nie powinno być tak zimno jak w obecnym. 




A to nowy Korlacki spacernik. Teoretycznie przestrzeń jest duża, można by ją puścić luzem... Obawiam się tylko że przy dużej ilości niezrównoważonych psów w tym mieście, prędzej czy później Korlat postanowiłaby  któregoś skorygować. A to mogłoby zaowocować (bezpodstawnym oczywiście) uznanie jej za agresywną i kłopotami na przyszłość. 


W starym miejscu zapłaciliśmy za ten miesiąc (do dziś - 9 grudnia) $200. Do tego mamy do opłacenia nowy czynsz (od 4 grudnia), oraz dodatkowe opłaty - depozyty. Tu jest jedna dobra wiadomość. Moja historia kredytowa jest już na tyle dobra, że naliczyli nam najniższy możliwy "security deposit" czyli $200. A mogło być nawet $700.

Klucz mieliśmy odebrać w piątek. Miałam od razu plan na przewiezienie rzeczy zbędnych jak letnie ubrania, żeby zaczęło ubywać... Nie udało się. Byłam na miejscu już rano, ale nie działały karty kredytowe PFCU, a bez zapłaty kluczy nikt nie wyda. Po południu (dotarliśmy 10 minut przed 17) już nikogo nie było w biurze. Zezłościło nie to, bo wszystko przygotowałam wcześniej, jakby nie było niedziałająca karta to nie moja wina. W środku dnia miałam wizytę u lekarza, nie dałam rady wrócić wcześniej. Dziewczyna z biura mogła przynajmniej zadzwonić i powiedzieć, że ma coś do zrobienia i jej nie będzie.   
A tak zmarnowaliśmy godzinę na pakowanie i jeżdżenia a wszystko zostało na sobotę.

Paulowy van niestety nie zmieściłby naszego łóżka, dlatego postanowiliśmy wynająć ciężarówkę. Owszem, za vana nie musielibyśmy płacić, ale ciężarówka nie kosztowała majątku, a vanem kursów byłoby więcej. Ciężarówka miała - według planu - zmieścić większość rzeczy na raz, ewentualnie później moglibyśmy pożyczyć vana na mniejsze graty.
Nie doceniliśmy jednak ile tych gratów zbiera się w mieszkaniu w ciągu roku. Owszem, rzeczy naprawdę duże (oba łóżka plus futon) pojechały na raz, ale został wciąż ciężki jak diabli stół, półka, półka pod telewizor... Huisung (doktorant Euwiona) wykazał się przytomnością umysłu, że póki jest i pomaga najlepiej zrobić od razu drugi kurs. Dystans  zwiększył opłatę za  ciężarówkę nieznacznie, a w cztery godziny wszystkie duże graty były już w nowym domu.


Jedyny szczegól, którego nie byliśmy pewni, to podłączenie prądu. Wystąpił o nie Przemek. To będzie pierwszy etap tego, by zaczął dorabiać się swojej historii kredytowej. Póki co niestety nie ma żadnej. Na chwilę obecną nie jest to problem, ale kiedyś w przyszłości może będziemy chcieli kupić np. dom... A wtedy lepiej jest kiedy to banki starają się o klienta, niż klient chodzi i prosi o pożyczkę. Komplikacja wynikająca z naszego planu była taka, że Przemek nie ma... historii kredytowej. To mogło oznaczać konieczność wpłacenia depozytu i mogło przesunąć podłączenie prądu o kilka dni. Wniosek poszedł 1 grudnia. 3 Przemek dostał informację, że potrzebny jest formularz  potwierdzający jego dane i depozyt... $250. (Ja płaciłam tylko 100!). Oczywiście sam formularz to minimum dzień straty, do tego depozyt... teoretycznie mogliśmy mieszkać w starym domu jeszcze do dziś, ale co gdyby na prąd było trzeba czekać dłużej? Siedzieć przy świecach może i jest romantycznie, ale świecami nie da się ogrzać mieszkania. (No, można wywołać pożar, ale ogrzać w sposób rozsądny się nie da.) Ja rok temu na prąd czekałam aż 3 tygodnie, ale wtedy pomógł mi Tyler, który zgodził się, by rachunek szedł na niego. Różnica była taka, że nie miałam SSN, ID, ani żadnej możliwości zidentyfikowania się. Byłam całkowicie "niematerialna" i niewiarygodna. Przemek jak widać był materialny ale wciąż niewiarygodny a przez to nawet bardziej podejrzany (sądząc po wysokości depozytu, który mu naliczyli). Kiedy więc 3 grudnia przyszła informacja z Duke Energy pozostało mi zadzwonić i grzecznie poprosić, żeby jednak zamknąć wniosek Przemka, a mój wniosek o zaprzestanie dostarczania prądu zmienić na przeniesienie usługi. Ponieważ DukeEnergy nie miał ze mną problemów, płatności były terminowe, a ponadto wciąż mają mój depozyt, usługę przekazano do realizacji na dzień następny. I tak, czwartego grudnia nie odebraliśmy kluczy do nowego mieszkania, ale prąd już mieliśmy. 

Na koniec, ponieważ nie mam fotek z mieszkania, wrzucam fotkę planu mieszkania. 



Nasze jak się okazało jest lustrzanym odbiciem. Ale poza tym wszystko się zgadza. 




5 komentarzy:

  1. Ten systemz historią kredytową jest porąbany ><

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten system jest genialny.
    Nie musisz mieć umowy o pracę na czas nieokreślony, Twoje zarobki na papierze nie mają wpływu na to czy dostaniesz kredyt czy nie.
    Pewnie, na jakims etapie życia historii kredytowej nie masz, ale później juz tak.
    Jeśli jesteś odpowiedzialny: płacisz rachunki w terminie, spłacasz pożyczki, to jest ok. Wtedy każdy zakłada, że wiesz co robisz i z kredytem też sobie poradzisz.
    Zdecydowanie wolę tutejszy system.

    OdpowiedzUsuń
  3. No do mnie to nie do końca trafia. Wiem, ze to zalezy od osoby itd, ale straszliwie wpycha ludzi w spiralę kredytów/kart kredytowych (przynajmniej tych, którzy się w stanach rodzili). Tak przynajmniej to widzę stąd.
    Rozumiem, że mozna mieć "historię kredytową" po prostu z płacenia rachunków... ale jakoś nie całkiem to do mnie trafia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, argumentujesz trochę jak ci od kredytów frankowych, to to ich zmuszali bankowcy, żeby wzięli takie kredyty.

    Tu też nikt broni do głowy nie przystawia, nikt nikogo nie zmusza, do brania jakichkolwiek zobowiązań. Historii kredytowej na jakimś etapie życia się nie ma - to normalka, wtedy trzeba zapłacić depozyt tu i ówdzie. To też w miarę logiczne.

    Jeśli ma się konto w banku i dostaje się na nie przelewem wypłatę, to już pojawiają się pierwsze punkty. Wiadomo, że każdy ma jakieś rachunki - choćby za telefon, jeśli już za wodę, gaz czy prąd nie płaci - i już są kolejne punkty. Na plus lub na minus. To banalnie proste.
    Za brak historii nikt nie jest jakoś bardzo szczególnie karany, po prostu jeśli coś bierze, płaci depozyt. Nie jakiś szalenie wysoki, ale jednak coś musi zostawić.
    Jeśli jednak czyjaś historia jest zła, to musi zapłacić więcej, a czasami może nie udać mu się skorzystać z czegoś w ogóle (np. wynająć mieszkania w fajnym miejscu, dostać telefonu na abonament... To ostatnie i w Polsce się przecież zdarza). I to daje w kość dużo mocniej.

    Karty kredytowe: zwykle ma się po kilka. Ja sama mam trzy: jedną z banku i dwie ze sklepów, w których często robię zakupy. Ale nikt nie każe mi używać tych kart, nikt nie narzuca ile mam wydać. Z ich posiadania wynikają bonusy (i to spore), więc z nich korzystam. Ale nie wyczerpuję limitu do spodu, nie w każdym miesiącu robię z nich zakupy, to i ze spłata nie ma problemów.
    Pewnie, że średnio raz na dwa miesiące dostaję oferty z banków, które chcą mi dać kolejne karty, ale ich również brać nie muszę. Właściwie, to za dużo kart też źle wpływa na historię kredytową, bo sugeruje, że dana osoba nie umie się kontrolować.

    No i ostatni argument: Tu ten system dotyczy wszystkich i ze wszystkim. Świadomość jak ważna jest historia kredytowa mają już nastolatki. Dużo łatwiej jest zweryfikować wiarygodność danej osoby i dużo bezpieczniej podpisuje się umowy.

    Więc o jakiej spirali kredytów mówimy?

    BTW rachunki za mieszkanie niektórzy landlordowie również wykazują w historii kredytowej. Niestety we Franklin Park tego nie robili, a szkoda.
    Natomiast Bartek opowiadał mi niedawno, że on i Thanh mają w historii kredytowej również... opinię wystawioną przez poprzedniego landlorda na bazie tego w jakim stanie oddali mieszkanie. To mnie mocno zaskoczyło. Szkoda, że my takiego wpisu nie dostaniemy.


    OdpowiedzUsuń
  5. spirala kredytów może dotyczyć osób, które wpadają w ten system w wieku dorosłym/ prawie dorosłym, bez przygotowania w jakikolwiek sposób, i które nie potrafią kontrolować swoich finansów. w praktyce to nie jest problem. a system wbrew pozorom właśnie zapobiega takim przypadkom: szybko pogorszywszy swój ranking zaciąganiem bezmyślnie zobowiązań pacjent zostanie automatycznie odcięty od kredytowania. rankingi (jest ich AFAIK kilka) są powszechnie wykorzystywane, nie ma więc "ryzyka" że kolejne banki nieświadome będą dawać karty na podstawie samego tylko zaświadczenia o zarobkach
    nie wszystko tu działa lepiej, ale to akurat wydaje mi się, że tak

    OdpowiedzUsuń