sobota, 26 grudnia 2015

Odwołajcie święta + update

4:20 am
W zeszłym roku w noc wigilijną obudził nas alarm CO. 
W tym roku jedną noc później obudził mnie... właściwie to obudził mnie Josh zbierając się do pracy, ale nie mogłam zasnąć z powodu jakiegoś kapania.
Wyglądnęłam za okno - sucho. Ki czort? I w tym momencie poczułam, że stoję na mokrym!
Mokra jest podłoga w naszej sypialni i częściowo w przedpokoju. 
Zadzwoniłam na numer alarmowy. 

5:20 am
Po godzinie przyszedł Mark z obsługi z odkurzaczem i zebrać wodę. Hmmm... Chyba nie o to chodzi. Ta woda nie została na podłogę rozlana. Przynajmniej zobaczymy jak szybko wraca. Mark sprawdził odpływy - obie toalety działają ok. Nie wiem co dalej. Nie mam zielonego pojęcia. Póki co się śmieję, ale tak naprawdę to nie jest wesoło. Nie wiadomo skąd bierze się ta woda. 
Sąsiadów chyba szlag trafia - tu wszystko słychać - Mark wyje odkurzaczem, Korlat szczeka... 

Woda przynajmniej nie śmierdzi. To już plus. Niestety podchodzi dalej. Przedtem była tylko w jednej sypialni, teraz  dociera już do kuchni. 
Jej zbieranie od góry dało tylko tyle, ze widać jak bardzo jest mokro.  Josh poszedł do pracy, sama nie jestem w stanie przesunąć mebli. A przydałoby się. 

6:00 am 
Moje naciskanie na Marka dało tyle, że nie zebrał się jak chciał po odkurzeniu do domu, tylko poszedł szukać u sąsiadów. No i w końcu znalazł. Kilka mieszkań dalej jakiś babsztyl zostawił odkręconą wodę i zatkaną umywalkę. Lało się długimi godzinami. Super... 
Jedyną zaleta jest to, że ją obudził i w końcu zakręcili wodę. Może dalej już nie podmoknie... 

Kolejne updaty później. Teraz musze się chwilę przespać.

Niedziela 22:50

Wczoraj niewiele się zmieniło. Przestało chlupać pod nogami. Dmuchawa męczy nas hałasem, do tego dmucha tylko zimnym powietrzem, ale nic lepszego nie mamy. Mark obiecał, że będzie tu jutro rano. Nie jestem pewna co to jest "rano" w kontekście moich preferencji dotyczących spania. Wydaje się, że pomimo wolego dnia muszę wstać niedorzecznie wcześnie - może nawet koło 7.

Korlat zachowuje się nieznacznie lepiej, Biorąc pod uwagę kwesteie... fizjologiczne powiedziałabym, że jest super. Niestety jej zachowanie wskazuje na to, że coś jest nie tak. Jutro będziemy się konsultować z wetem Zobaczymy.
Najgosze jest to, że nie chce jeść. Od tygodnia prawie nie je prawie wcale. Najdziwniejsze zaś jest to, że nie ruszy suszonego bizona, którego miała wcześniej, ale identycznie obrobioną dzczyznę wcina jak opętana. Mamy teorię, że może kojarzy swoja standardową michę z bólem brzucha. Wczoraj ugotowałam jej ostatnią paczkę jagnięciny, która leżała w zamrażarce. Zjadła. Dziś podaliśmy wołowinę z ryżem zamiast makaronu. Zjadła połowę. Może uda się jakoś ją "rozruszać". 

1 komentarz: