To coś wrzucę, bo się zbiera w międzyczasie.
Po pierwsze wczoraj zaliczyłem pierwszy egzamin z trzech, jakie mam z tego semestru. Stwierdzam, że wprawdzie obłożenie tego semestru premiowało mój wrześniowy urlop (semestr, przypominam, zaczyna się tu 24 sierpnia), ale potem kombinacja była chora - do 20 października nic, a potem wszystko na raz: dwa zajęcia z zaliczeniami na niedzielę do północy, kolejne w poniedziałek i czwartek, z głównego kursu. Przez ostatnie dwa miesiące praktycznie nie miałem czasu na nic. Z żalem przypomniałem sobie WSB, na której regulamin nie pozwalał na robienie studentom zaocznym dwóch egzaminów w ten sam weekend... Padnięty komp też nie pomógł, zwłaszcza że nie wszystko dało się zrobić na Maku Ewy
Dziś jest czwartek, do roboty zamiast jechać - zadzwoniłem (wczoraj mi się nie udało w ogóle dodzwonić) i w końcu zostawiłem informację, że mnie nie będzie dziś i jutro. Tłumaczyć się będę w poniedziałek, nic się tam z mojej nieobecności nie zawali. Zaraz biorę się za naukę do egzaminów.
Moja (nowa) nora naukowa wygląda tak:
Czyli dzielimy się z Korlatą "psipialnią". Biurko mimo rozmiarów mieszkania weszło jedno, ale to większe, ze względu na mój brak czasu mnóstwo rzeczy jeszcze w proszku - pudłach, pochowana byle jak po schowkach, nie powieszona na ścianach (jak półki przed biurkiem). Muszą jeszcze kilka dni poczekać.
Na świecie zewnętrznym, jak to tutaj, wesoło.
Wpadlibyście na pomysł ustawienia (przypominam, potrzebna precyzja) anteny satelitarnej na stojaku luźno obciążonej kawałkami krawężnika? Bo lokalesi tak. Alternatywnie stosowaną metodą jest zawieszenie jej na wbitym w grunt kołku; problemu chyba nie ma, szybciej się ludzie wyprowadzają z mieszkań, niż kołek zdąży się pochylić. A, oczywiście nikomu nie przyjdzie do głowy zrobić sąsiadowi "dowcip" i przestawić.
To druga ciekawostka, z parkingu pod marketem, bodajże 7 rano. Nie wymaga chyba komentarza.
Widoczek z ulicy, moja droga z roboty do domu. Cztery pasy, betonki plus pas zieleni (kawałek dalej), poza miastem - to praktycznie obwodnica - i 55mph. I tak, Corvetta też jedzie 55 (no, w zasadzie 60, bo to tu standardowa prędkość na takim ograniczeniu).
W trakcie przeprowadzki nie zdążyłem, dopiero po oddaniu samochodu. Takim po prawej przewoziliśmy zawartość chałupy, można brać większy. Prawko - wystarczy standardowe, przecież to jednorazowa wycieczka, po co zaraz uprawnienia na ciężarówkę. Koszt na pół dnia (tyle, że my mieliśmy na krótkim dystansie, a za to jest największa opłata) - wartość trochę większych zakupów w spożywczaku (albo dwóch małych). Rynek dopasowuje się do mobilnego społeczeństwa, ot co.
A to już świątecznie, zestaw małej czarownicy czyli domek z piernika do samodzielnego montażu. Część pudełka powyżej to wioska z piernika. W zestawie prefabrykaty konstrukcyjne i dekoracje.
I świąteczne pozdrowienia z mojego wydziału kształcenia zamiejscowego. Kombinujemy skąd wziąć kości na własny.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz