Zrobiła się złota jesień, tak podobna do tej polskiej. Kolorowe liście na drzewach, przyjemne dni i zimne noce. Wczoraj pierwszy raz uruchomiliśmy ogrzewanie.
Przy naszym parkingu:
Na Celery Bog
Niestety prognozy na zimę sa bardzo rozczarowujące. El Ninio zabierze nam cała frajdę: będzie ciepło i sucho. Lokalesi się cieszą, a ja już jestem niezadowolona.
(Ech, trzeba było brać tą tylnonapędową mazdę).
Coś mi mówi, że skurczy się nam ilość wolnego czasu: Joshua zaczyna naukę, ja mam więcej do roboty w pracy. Nie, żeby udało mi się osiągnąć jakieś rewelacyjne wyniki... Jeden mały problem rozwiązałam, ale nie ten najpoważniejszy.
Poza tym w końcu ruszył lab komórkowy i mogę skończyć doświadczenia jeszcze z Polski. Byłoby super...
Tymczasem w sklepach już wystrój na haloween. Różnego rodzaju stroje, przebrania, dekoracje, a nawet ciasta...
A jak już przy spożywce jesteśmy, to specjalnie dla taty:
Na koniec złe wieści: Musieliśmy przerwać kurację Korlat. Nie mam pojęcia dlaczego, nie mogę wymyślić jaka jest tego przyczyna, ale antybiotyk powoduje problemy z układu moczowego.
Wetka z Polski przedstawiła mi swoją opinię - nie była bardzo zaskoczona, powiedziała, że coś takiego moze się zdarzyć w pewnych warunkach... Jedną z opcji są kryształy szczawianu wapnia w pęcherzu albo infekcja bakteryjna. (Ta infekcja to dziwna sprawa, ale zanim skrytykuję - szukam informacji.)
Jesteśmy załamani, bo po kilku dniach jego podawania psica zaczęła jeść, bawić się piłeczką, interesować się innymi psami i przejawiać chęci do zabawy z nimi... Naprawdę lek działał.
Dobija nas świadomość ze tutejsi weci "wiedzą" swoje i nie ma szans do nich dotrzeć.
Próbujemy znaleźć polskiego weterynarza w Chicago. Może trafi się ktoś, kto nie ma mózgu wypranego tutejszymi procedurami i potrafi zrozumieć wyniki badań, które zlecił, bo Amerykanie ewidentnie mają z tym problem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz