wtorek, 27 października 2015

2.0z zł/l benzyny i inne kurioza motoryzacyjne (głównie)

Jak już Ewa pisała, od kilku tygodni intensywnie usiłujemy zamienić naszą nudną (choć wygodną i niezawodną) Toyotę na dwa tańsze pojazdy. Przyczyna jest dość prozaiczna: jak się przeprowadzimy, to szansa na pracę "8 min spacerkiem z mieszkania" jest w zasadzie zerowa. Tu na porządku dziennym jest dojeżdżanie po kilkadziesiąt mil do roboty. Czyli z jednym autem raczej nie damy rady, przyjmując że jeszcze przez jakiś czas będę zmuszony odrabiać wariackie zmiany o wariackich godzinach w Walmarcie (póki nie znajdę czegoś lepszego, co pewnie będzie też daleko). Studiujemy (głównie ja) przy tym ogłoszenia.


To dzisiejsze ogłoszenie-odkrycie z dziedziny "sprzedam furmankę": wg. opisu autor ogłoszenia usiłuje się pozbyć... bynajmniej nie motocykla, moi drodzy, ale "7.3L turbo diesel 4x4". Jak znajdę dalsze przykłady błyskotliwych ogłoszeń o sprzedaży, to jeszcze ciekawostki uzupełnię. Póki co na topie jest zasłanianie palcem (przed obiektywem) tablicy rejestracyjnej, wrzucanie zdjęć zrobionych z ganku na zielony krajobraz, z niejasną plamą mającą rzekomo być sprzedawanym samochodem w trzecim planie, oraz foty samochodu zaśmieconego kubkami z fast-foodów i ubiegłorocznymi liśćmi.


To była cena z najbliższej stacji sprzed kilku dni. Jeszcze mamy w pamięci, że jakoś z końcem sierpnia (jeśli się nie mylę) zbliżała się do $3/gal, a miejscami przekraczała. W Chicago 2 tygodnie temu była na wszystkich przydrożnych stacjach ok. $3.5, więc różnice są spore dla dużego miasta.
Kolejne niżej sprzed może 2 dni, jak jeździliśmy oglądać samochód. Bo dziś było $1.979 czyli 2,01 zł za litr zwykłej benzyny. To się nie ma co dziwić, że tutejsze samochody potrafią przejechać raptem 10-11 MPG. Przy okazji to chyba jedna z ostatnich jednostek, do których nie mogę przywyknąć; głównie chyba dlatego, że jest odwrócona względem naszego sposobu mierzenia. My liczymy, ile spalimy na setkę, więc im mniej - tym lepiej. Tutaj liczą, ile przejadą na galonie, czyli jest dokładnie odwrotnie. Nasza aktualna limuzyna pod tym względem wypada prawie że świetnie jak na tutejsze warunki, 29 MPG przy jeździe autostradowej (8,11 l/100km, ładna mi oszczędna jednostka), ale generalnie SUV-y mają wynik 19-21 MPG (no tak, ale to co najmniej 2,5 tony masy, silnik benzynowy zazwyczaj v6 albo i v8 - co najmniej 4 litry...).


Swoją drogą, nie wiem czy zwróciliście uwagę, jakie są skoki ceny benzyny. W Polsce przywykliśmy, że ciągle rośnie, a jak spada to o kilka groszy wobec wcześniejszych wzrostów po kilkadziesiąt. A tu, co dla nas było sporym zaskoczeniem, buja się jak huśtawka, za to w obie strony podobnie - ok. $1.9 była cena jak przyjechałem w grudniu. Czekam, do jakiej wartości potrafi zjechać; tak dla ciekawostki.
W sumie to dlatego przy kalkulowaniu kosztów naszego urlopu cena paliwa wyszła na poziomie prawie pomijalnym - 1200 mil to raptem około $150, czyli półtora noclegu.

Ciekawostka motoryzacyjna jeszcze jedna: wspomaganie parkowania.


Według opisu należy zawiesić pod sufitem w garażu tak, żeby piłeczka dotykała dołu szyby przy dobrze zaparkowanym samochodzie. Potem czynność parkowania można powtarzać nie zaglądając, czy się nie rozjeżdża właśnie dziecięcego wózeczka. Błyskotliwe i przy tym tak proste, że powinno zostać wymyślone - gdyby tego ktoś nie zrobił wcześniej. No, ale co robić w kraju, w którym tempomat ma każdy samochód, za to czujniki parkowania są ciekawostką na miarę najbogatszych wersji (fakt, aktualnie - zwłaszcza produkcja skośnookiej proweniencji - coraz popularniejsze bywają kamery cofania).


To była ciekawostka przydrożna (tablica reklamowa), kiedyś wrzucana w ramach żartu w polskim necie. Tak, tu naprawdę ta seria reklam jeszcze wisi - chyba życie przebiega wolniej, skoro po 10 pewnie (albo więcej) latach ciągle ta sama reklama odpowiada producentowi. Pamiętacie polskie reklamy sprzed 10 (i więcej) lat?


Jeszcze dwie foty ze sklepu (no, jedna zrobiona w domu): karmelowe jabłka, czyli jabłka na patyku zanurzone w karmelu i posypane orzeszkami. Spodziewaliśmy się gotowanych, jakichkolwiek przyrządzonych... ale nie, są pod tą polewą surowe. Tylko potrzeba czegoś z cukrem, żeby hamerykańce zjadły.
Druga to przed-halloweenowy stojak na whiskey. Zwracam uwagę na kołeczek.


Na zakończenie filmik uczelniany, ale podobny dostaliśmy w obowiązkowym programie do obejrzenia w robocie. Cóż, jaki kraj, takie filmiki szkoleniowe:
https://www.youtube.com/watch?v=5VcSwejU2D0

ps.
Samochodu nie kupiliśmy do dziś, a minie chyba tydzień. Jeszcze go poprawiają...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz