środa, 2 września 2015

I znowu długo nie pisaliśmy...

Ale naprawdę nie było o czym ani kiedy pisać.

Większość czasu zeszła nam na szukaniu niezbędnych informacji i planowaniu. Zakupione w niby ostatnich chwili łóżko dotarło w niedzielę. Akurat nie było nas w domu, wiec kurier zostawił łóżko w pudłach przed naszymi drzwiami. Tak po prostu. Dopiero dziś wieczorem mieliśmy chwilę, by wyjąć je z pudeł,  dlatego ani nie napiszę czy się nam podoba. Wiem jedynie, że wydaje się, że przyszło to co zamówiliśmy.
Zwolniłam szafę w drugiej sypialni, rozmontowaliśmy i wynieśliśmy biurko. Chcemy wstawić tam jeszcze półkę, żeby było na czym położyć drobiazgi. Nawet ekstra lustro właśnie kupuję.
A kiedy wszystko przygotujemy, dowiemy się o czym zapomnieliśmy. Niestety braknie nam czasu by uzupełnić owe braki.

Ponieważ spodziewamy się pięknych widoków na wakacjach, uparłam się żeby kupić aparat fotograficzny. I tak chcę mieć tę zabawkę, a bez sesnu teraz czekać, jechać na wakacje z maleńkim automatem, a kasę na lustrzankę wydać i tak, tyle że kiedy indziej.
Oczywiście wymyśliłam to prawie w ostatniej chwili, na poszukiwaniach też zeszło nam na to ciut długo, ale znaleźliśmy taki z dogodnym terminem dostawy. Powinien dotrzeć. Dobrze by było, bo zamówione filtry i torba już dotarły.

Dziś Korlat poszła do psiego hotelu. Na próbę jak się zachowa i dla częściowego przyzwyczajenia się. Zabuliłam za test na heartworma, za dodatkowe szczepionki... A kiedy przyszłam do labu, Carmen oświadczyła z radością "Ja mogę się nią zająć! Mogę się do was wprowadzić na te 12 dni".  Cudownie. Szkoda tylko, że nie wpadła na to ten jeden dzień wcześniej. Oczywiście skorzystamy z jej oferty. Szkoda tylko niepotrzebnych wydatków.

Przy okazji wydatków:
Próbujemy wyrobić się z zakupami, płaceniem za hotel na konferencję* i wynajęciem samochodu z karty kredytowej z żałosnym limitem. Niestety księgowanie w banku jest tak powolne, że nie możemy spłacić karty, bo transakcje na niej wciąż są na poziomie "pending...".
Oczywiście za wypożyczenie samochodu trzeba zapłacić kartą kredytową, nie debetową. Resztę można sobie już dośpiewać.
Pod kątem systemu bankowego USA jest na poziomie bliskim średniowiecza. Musieliśmy od czekać do samego wieczora kiedy większość transakcji przeszła. Spłaciliśmy kartę i... można było rezerwować samochód. Zostało wynająć hotel w Las Vegas.

Joshua walczy z Ivy-Techowymi procedurami. Właśnie zdał angielski i matematykę, żeby się zakwalifikować na kurs księgowości. Ja tylko gratuluję, a on sam napisze jak było.

W ogóle to  brakło nam czasu. Niby organizację w niemożliwym tempie mamy przećwiczoną po ślubie, ale okazało się, że wymagania jakie stawia Joshule Ivy-Tech wymagają od niego powtórek z matematyki. O egzaminie z angelskiego nie wspomnę, ale do tego nie ma jak się przygotować. A na pewno nie w czasie poniżej 2-3 m-cy.
Nie wypaliła opiekunka do Korlat z weterynarii i musieliśmy zająć się planem B - pozostawienia psa na czas wakacji w Blair. Później Joshuowe procedury w Ivy-Techu ciągnęły się niemiłosiernie, a na koniec kiedy już zabraliśmy się za składanie łóżka dla rodziców, Carmen przyszła uczyć się obsługi Korlaty. Żebyż jeszcze było pewne że podejmie się opieki...

Jutro ja idę do pracy, a Joshua załatwia wszystko inne: Odbiera lustro, załatwia sprawy w Ivy-Techu, skręca łóżko... Tak. to całkiem dobry plan ;)


*Ehe, jadę na moją pierwszą konferencję w USA. Niestety wypadła w czasie wizyty rodziców o czym dowiedziałam się dość późno. Również niestety czeka mnie jakieś 10 h jazdy w jedną stronę, ale na szczęście lokalizacja jest fajna, więc spróbujemy  wybrać się wszyscy.

















1 komentarz:

  1. O jaka to konferencja :>
    I jeśli mogę zapytać - jaki aparat?

    OdpowiedzUsuń