No dobra, mam urlop. Znaczy: mam wolne, bo urlop jako płatny będę miał od kwietnia przyszłego roku. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, czy ta akurat kwestia jest regulowana w tym kraju ustawowo - chyba regulowana jest obowiązkowa przerwa na lunch, ale tego też nie jestem do końca pewny. Jedynie całkowitą pewność mam w kwestii płacy minimalnej, bo o ile w Indianie może by i wystarczyła na przeżycie, o tyle w droższych regionach już z pewnością nie - a jest stała w całym kraju. Za to co do urlopu to nie tylko wklepane w system żądanie wolnego centrala zaakceptowała (managerowie nie mają chyba nic do powiedzenia), to jeszcze na dodatek nie tylko moja "kierowniczka mięsnego", ale również współpracownicy na których spadnie dodatkowa robota pod moją nieobecność, wyglądali na szczerze ucieszonych faktem iż zamierzam jechać oglądać ich kraj. Co ciekawe, większość z nich nie widziała Wielkiego Kanionu, jak sami mówią. Kurcze, robię się podejrzanie miły w tej okolicy, jak ludzie tak do życia podchodzą... Jak jazda na Słowacji: jeśli wszyscy jadą spokojniej i wolniej, niż po polskiej stronie granicy, to jakoś się również Polakom udziela. A u siebie - gaz w podłogę i wyprzedzanie na trzeciego. W każdym razie tu nikt nie patrzył na mnie wilkiem, że będzie miał pod moją nieobecność dodatkową dawkę roboty, co generalnie cieszy.
Na osiedlu tymczasem wprowadzili się nowi sąsiedzi. Wolelibyśmy, żeby byli starymi sąsiadami, znaczy sami się gdzieś wprowadzić, ale się nie udało i to mimo zaoferowania kasy za przejęcie (a w zasadzie nadpisanie) naszej umowy najmu mieszkania. Przez czas jakiś pojawiali się różni łowcy okazji, głównie tacy bez zdolności kredytowej, ale w końcu stanęło na niczym - i to pomimo, że do sąsiednich mieszkań przez ostatnie dwa tygodnie co rusz się ktoś wprowadzał. Szkoda, będziemy próbowali w grudniu.
Na osiedlu tymczasem wprowadzili się nowi sąsiedzi. Wolelibyśmy, żeby byli starymi sąsiadami, znaczy sami się gdzieś wprowadzić, ale się nie udało i to mimo zaoferowania kasy za przejęcie (a w zasadzie nadpisanie) naszej umowy najmu mieszkania. Przez czas jakiś pojawiali się różni łowcy okazji, głównie tacy bez zdolności kredytowej, ale w końcu stanęło na niczym - i to pomimo, że do sąsiednich mieszkań przez ostatnie dwa tygodnie co rusz się ktoś wprowadzał. Szkoda, będziemy próbowali w grudniu.
Póki co "sąsiedzi" jak widać oceniają nowe miejsce pobytu (zza krat..?).
Dawno nie było naszej chałupy, a może ktoś sobie chce przypomnieć, jak wyglądają akademiki po tej stronie kałuży.
Widoczek ze spaceru psiego. Jakby ktoś pytał - pomidory w doniczce, przy parkingu na trawniku. Czyje - nie mam pojęcia, ale nikt ani ich nie obrywa, ani nie wywraca doniczki, ani nawet nie pomazał niczego sprayem. Spokojnie tu u nas.
Polskiej zabrakło. Może po kolejnym semestrze, jak przebrnę przez procesy rekrutacyjne (zacząłem pisać ze dwa tygodnie temu, wiem - opuszczam się), to zawieszą. Na stronie internetowej niby mają też napisane "witajcie", ale czy to wystarczy? Cdn na temat rozpoczęcia roku szkolnego później.
Chyba zaczyna mi wchodzić w nawyk kupowanie dziwnego piwa, bo dziś dla odmiany zdjęcie jakiegoś jasnego ale, ale za to w ciekawej szacie graficznej. Bez obaw - nie pijemy tu na okrągło, po prostu niektóre aspekty życia są ciekawe i aż się je chce pokazać. Janek, jakbyś czytał - Twoje zdrowie.
Wygląda znajomo, co? To jeszcze raz, ze zwróceniem uwagi na znaczek na masce... Nie, to nie jest Fiat Ducato, tylko efekty współpracy europejsko-amerykańskiej. Obawiam się z resztą, że cała ta współpraca - pomijając aspekty typowo ekonomiczne, czyli kwestię przetrwania amerykańskiej motoryzacji - nie wychodzi im wszystkim najlepiej. Chociaż niektórych jej dzieci będzie brakowało, jak na przykład Chryslera Crossfire.
Dla przypomnienia - fota ze skrzyżowania. Większość znaków tutaj jest nad głową, ale normalnie są na słupkach na wysokości "ponad głowami". Z tym, że do różnych wzorów dochodzą tu różne metody montażu, jakby mało jeszcze było namieszane. Na szczęście - większość się powtarza, więc gdziekolwiek się nie patrzy, coś istotnego powinno się rzucić w oczy. Tu: skrzyżowanie w rejonie kampusowych mieszkań dla studentów; w tle któryś z budynków uniwersytetu, bodajże wydział ekonomii.
A, znalazłem dwa telefony; to tak a propos zgubionego na Purdue.Pierwszy kilka tygodni temu w toalecie w markecie, drugi kilka dni temu (no, teraz to trochę ponad tydzień) w sali zapisów w college'u. Bo w końcu jestem (na dziś - prawie) hamerykancki student.
Kilka dni później: jestem już na pewno hamerykancki student. Jakbym wiedział, jak to będzie wyglądało - w życiu bym się za to nie próbował brać. Teraz jeszcze tylko zapłacić za edukację, poczekać do rozpoczęcia, zrobić co ode mnie chcą i może uda mi się jakoś w połowie przyszłego roku cieszyć lepszymi zarobkami.
A, znalazłem dwa telefony; to tak a propos zgubionego na Purdue.Pierwszy kilka tygodni temu w toalecie w markecie, drugi kilka dni temu (no, teraz to trochę ponad tydzień) w sali zapisów w college'u. Bo w końcu jestem (na dziś - prawie) hamerykancki student.
Kilka dni później: jestem już na pewno hamerykancki student. Jakbym wiedział, jak to będzie wyglądało - w życiu bym się za to nie próbował brać. Teraz jeszcze tylko zapłacić za edukację, poczekać do rozpoczęcia, zrobić co ode mnie chcą i może uda mi się jakoś w połowie przyszłego roku cieszyć lepszymi zarobkami.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz