czwartek, 3 września 2015

Dzień sądu ostatecznego.

Zdażyliśmy. Właściwie to Joshua zdażył. Kiedy ja byłam w pracy, on sfinalizował sprawy w Ivy-Techu, (wkurzył się miiłosiernie na przekłamane informacje o cenach), skręcił łóżko, kupił kilka rzeczy, których my nie jadamy a rodzice owszem (choć ja odgrażałam się, że mięsa innego niż dla Korlaty w naszej lodówce nie było do tej pory więc i teraz być nie musi).
Ja urwałam się o 14, żeby mu jeszcze pomóc. Jedyny bład popełniłam liczac czas dojazdu. Przyjechalismy o wiele za wcześnie. Fakt, że droga była idealna, nie mieliśmy ani jednego korka, nic. Ale teraz czekamy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz