Tak, to dzisiaj. Około 8 pm wysiadłam z samolotu w Indianapolis. O 9 dotarłam do domu Paula.
Nigdy nie chciałam do Stanów. Znaczy chciałam pod kątem naukowym. Jednak postdoc tutaj to fajna trampolina do szukania pracy gdzieś indziej, bo kraj ma dobrą renomę w tym względzie. Uniwerek też trafił mi się całkiem sensowny. Ale nigdy nie przypuszczałam, że powiem, że mogłabym tu zostać.
Co jeszcze się zmieniło?
Z pewnością język. Na początku nie rozumiałam tutejszego akcentu, później tak bardzo mnie drażnił, nie podobał się... Już mnie nie drażni, choć dużo bardziej podoba mi się choćby i Paulowy - półaustralijski. Ale ostatnio dziewczyny powiedziały, że zdarza mi się wymówić całe zdanie z idealnym tutejszym akcentem. Na szczęście rzadko, ale jednak mi się zdarza.
Wynajmuję już "apartment" a nie "flat" - aż sama się dziwię jaki miałam z tym problem, ale dalej mówię "rubbish" i "registration plate", wciąż piszę "centre" i "fibre". I wciąż mam zamiłowanie do present perfect, tutaj traktowanego bardzo po macoszemu.
Nauczyłam się robić zakupy jak Amerykanie: "Ale jak to? bez kuponów? Nie idę, poczekam aż coś mi przyślą."
Co mi się nie podoba?
Medycyna/farmacja/weterynaria.
Może powinnam zacząć od weterynarii. Tutejsi rzemieślnicy jadący z każdym przypadkiem według schematu, a jeśli pacjent nie reaguje na leczenie według schematu to tym gorzej dla pacjenta, bo nikt nie pomyśli, nie spróbuje inaczej.
Nie wiele mniej nie podoba mi się, że ja sama potrzebuję skierowania od lekarza, żeby zrobić banalne badanie krwi i nie ma, że chcę zapłacić, bez skierowania nie zrobią. To, że na wizytę jeśli nie jestem chora czekam 3 tygodnie a jak jestem to max tydzień.
I niedoedukowani farmaceuci. Już nawet nie próbuję ich o nic pytać. I to, że ilość dostępnych leków jest chyba mniejsza niż w krajach trzeciego świata. Przeciwzapalnie? Ibuprofen albo naproxen. A gdzie diklofenak? Może i nienajlepszy dla żołądka, ale jak dobrze działa na bóle stawów. A jak już żołądek taki problem stanowi, to meloksikam! Tu nie można się żołądkiem zasłonić, na stawy działa super, a też jeśli jest, to tylko na receptę. Jakaż ostatnio byłam szczęśliwa, że mam u siebie zwyczajną nospę! W Polsce jest bez recepty, tu w ogóle niedostępna... Mogłabym tak długo.
Przynajmniej antykoncepcja jest darmowa.
Co mi się podoba?
Niezmiennie: uśmiechy na twarzach i życzliwość. Nawet niedouczeni farmaceuci zawsze starali się mi pomóc. Co z tego, ze nie wychodziło, naprawdę się starali.
Podoba mi się znacznie więcej rzeczy, ale nie będę wyliczać. Życzliwość załatwia niemal wszystkie inne sprawy. Pomaga w każdej sytuacji. I gdybym miała podać jedną rzecz, którą chciałabym przenieść do Polski, to byłoby właśnie to.
Czego mi brakuje?
Erpegów.
Grzańca Galicyjskiego (choć nasze grzane wino jest naprawdę niezłe)
Psiarzy, którym odpowiada, że ich pies socjalizuje się z innymi, a co za tym idzie długich psich spacerów z sąsiadami.
Chodników - skoro już przy chodzeniu jesteśmy.
O ludziach za którymi tęsknimy nie piszę, bo to oczywiste.
Dziś mija połowa mojego pobytu tutaj. To znaczy że już jutro mój czas w USA zacznie się kończyć.
Aż człowiek wierzyć nie chce, ze tyle czasu minęło. Gna jak szalony
OdpowiedzUsuń