Jak już wspominałam, tydzień temu pojechaliśmy do weta do Chicago, do weterynarza. Miałam napisać wcześniej, ale jakoś nie wyszło.
Co do samego wyjazdu... Noż, ja rozumiem Polak - wet i polka - recepcjonistka. Ale jesteśmy w Stanach, a do wypełnienia dostałam kartę po polsku! I wierzcie mi, to było... dziwne. Nie chodzi o to, że niby już polskiego zapomniałam. Złośliwców szykujących komentarze od razu informuję, że w domu głównie po polsku rozmawiamy (głównie, bo do psa mówię po norwesku) i nie mamy problemów z językiem, ani akcent się nam nie zmienił. Ale karta informacyjna po polsku? To było tak nienaturalne, tak mylące, że potrzebowałam dłuższej chwili, żeby się przestawić.
Co do samego wyjazdu... Noż, ja rozumiem Polak - wet i polka - recepcjonistka. Ale jesteśmy w Stanach, a do wypełnienia dostałam kartę po polsku! I wierzcie mi, to było... dziwne. Nie chodzi o to, że niby już polskiego zapomniałam. Złośliwców szykujących komentarze od razu informuję, że w domu głównie po polsku rozmawiamy (głównie, bo do psa mówię po norwesku) i nie mamy problemów z językiem, ani akcent się nam nie zmienił. Ale karta informacyjna po polsku? To było tak nienaturalne, tak mylące, że potrzebowałam dłuższej chwili, żeby się przestawić.
Na 7 właścicieli zwierzaków, których tam spotkaliśmy tylko z jedną osobą rozmawialiśmy po angielsku. Tylu Polaków nie spotkaliśmy w niemal rok w naszym Twin City!
Do tego duży ruch na ulicy, niekulturalni, pchający się kierowcy... Kiedy wyjeżdżaliśmy aż mnie zaskoczyło, że na tablicach nad autostradą są angielskie nazwy. Miałam wrażenie, ze jestem w Polsce. Wcale mi nie pomogło, że zakupy (woda dla psa) zrobiłam w sklepie, gdzie byli sami Meksykanie i tylko ja nie mówiłam po hiszpańsku.
Wet wydaje się być w miarę rozsądny. Zmienił lek, nowy mamy stosować 6 tygodni. Na początek dostaliśmy dawkę na 14 dni. Na wszelki wypadek, gdyby coś było nie tak. Niestety już coś jest nie tak: Korlat przestała jeść. Zupełnie. Coś mi mówi, ze 6 tygodni nie wytrzymamy. Do tego nie wiem czy nie wraca biegunka. Jutro - pojutrze będę wiedziała więcej. Wizyta kontrolna miała być w przyszły czwartek, ale przesunęłam ją na najbliższą sobotę. Do czwartku za daleko, a do soboty powinnam wiedzieć, czy antybiotyk działa, czy nie.
Ze zdecydowanie dobrych wieści:
Paul dostał finansowanie labu na kolejnych 5 lat. Bloga nie czyta, ale i tak mu gratuluję. Dla mnie to oznacza tyle, że najprawdopodobniej nie rozwiąże ze mną umowy przed czasem i że zakup Mini nie był przedwczesny. Niby taki był plan, ale sami wiecie jak jest. Sytuacja mogła gwałtownie się zmienić.
15 listopada mamy konferencję - trochę dziwną, w Polsce takich nie było: wszystko odbędzie się u nas na uniwersytecie, najważniejszymi wizytującymi będą ludzie z United States Department of Agriculture (USDA), którzy w zależności od tego jak nam pójdzie dadzą nam więcej albo mniej kasy. Właśnie siedzę nad plakatem, później muszę jeszcze przygotować swoją część wykładu.
15 listopada mamy konferencję - trochę dziwną, w Polsce takich nie było: wszystko odbędzie się u nas na uniwersytecie, najważniejszymi wizytującymi będą ludzie z United States Department of Agriculture (USDA), którzy w zależności od tego jak nam pójdzie dadzą nam więcej albo mniej kasy. Właśnie siedzę nad plakatem, później muszę jeszcze przygotować swoją część wykładu.
Jeśli dobrze nam pójdzie z konferencją, może zostaniemy na jeszcze dłużej.
Przy okazji pochwalę się, że w ostatnich dniach chyba zakończyłam zabawę w chemika. Oczywiście będę jeszcze przeprowadzać reakcję nad którą spędziłam dobre pół roku (nie licząc oczekiwana na sprzęt, przeprowadzki i tym podobnych), ale jak na razie ten etap mam rozpracowany. Czekają mnie jeszcze optymalizacje pod konkretne przeciwciała, ale nie powinno to być aż tak żmudne jak rozgryzanie wszystkiego od zera.
Zbadałam wpływ wielu kombinacji różnych czynników, w pewnym sensie zatoczyłam koło (od reakcji dwuetapowej ze stabilizatorem, przez brak stabilizatora, reakcję jednoetapową, ponownie dwuetapową i ze stabilizatorem), praca była żmudna, chwilami miałam serdecznie dość, ale ostatecznie chyba sobie poradziłam. Teraz dalszą optymalizację powierzę Carmen. Może jeszcze coś poprawi, kto wie? Dałabym jej do roboty coś innego, ale odczynniki są piekielnie drogie, a czym dalej, tym więcej ich będziemy zużywać. Szkoda, żeby doktorantka zaczynała się uczyć na czymś co kosztuje grube pieniądze. Póki co musi poczuć się pewnie, wgryźć się w temat, a nie zrobi tego inaczej niż samodzielnie planując i realizując eksperymenty.
Na koniec takie info: Młody psiak szuka domu. Pwenie, że wiele młodych psiaków szuka domu, ale ten wyjątkowo mnie ujął. Mix collie chyba z ONkiem. Za delikatny, by poszedł byle gdzie...
Może wiecie o kimś kto szuka psa. Ten młodziak ma wszelkie predyspozycje na idealnego psa towarzysza. Ma już 5 miesięcy, szkoda by spędzał kolejne czekając.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz