środa, 5 sierpnia 2015

Żyjemy...


Po prostu nie było kiedy napisać. Nawet nie zauważyłam kiedy przekroczyliśmy 10000 wyświetleń bloga... I pomyśleć, że miało być na dwa - trzy tygodnie. :)

Przez weekend nie wydarzyło się nic takiego, co byłoby do opisywania. Mieliśmy gościa. Otóż w Wisconsin bawi obecnie na dwumiesięcznym szkoleniu nikt inny a sam MedTechie, poznany wiele lat temu przez internet (ach, te czasy IRCa...), człowiek wyjątkowy pod każdym względem. I tak zmusiliśmy biednego Meda, by przyjechał do West Lafayette. 
Spotkaliśmy się w Chicago i tam też Go później odstawiliśmy. Mieliśmy ambitny plan odwiezienia go do samego Wisconsin, ale wymiękliśmy. Jednak 10 h w samochodzie nie przetrwałby mój kręgosłup, a puścić Przemka samego nie miałabym odwagi. Huk opon na betonie jest potwornie głośny. Męczy i usypia. Prosta droga po płaskim, gdzie nie kontroluje się ani biegów, ani gazu (tempomat) ani kierownicy, jest jednak koszmarem. Po zrobieniu trasy Wesst Lafayette - Chicago - West Lafayette jeszcze przez dwie godziny szumiało mi w głowie. Nie dziwię się, ze tak ciężko było mi wrócić w zimie, kiedy odbierałam z lotniska Przemka i Korlat.  Tak więc w niedzielę porzuciliśmy biedaka na lotnisku, w pobliżu miejsca startu autobusów. 

Za to spędziliśmy miły weekend w fajnym towarzystwie.  Nie udało się nam nigdzie wybrać, ale w sobotę Przemek odsypiał piątek, a w niedzielę trzeba było się zbierać z powrotem. Ale i tak był to jeden z fajniejszych weekendów tutaj. 

Byliśmy blisko przeprowadzki. Wszystko się składało ale nas potencjalny wynajmujący się wycofał. No i tak oto zostajemy we Franklin Park przynajmniej do zimy. Trochę szkoda, ale właściwie nic strasznego się nie dzieje. Może własny kawałek trawy i ładniejszy budynek kusił, ale przecież nie jest nam tu źle. 

Dziś - po zastosowaniu sugestii pań z firmy biotechnologicznej - udało mi się poprawić moje dotychczasowe wyniki. Jest fajnie, ale chcę jeszcze trochę lepiej. Może uda się dopracować wszystko w 3 tygodnie. 

Na koniec dwie fotki. 

Indiana wita



A to taki ładny przykład tutejszego planowania odległości. Ta żółta linia na drodze to granica skrajnego lewego pasa. Miejsca do barierki jest... tak równiutko na kolejny pak ruchu.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz