Perseidy zaliczone. Co prawda u nas zrobiło się ciemno już po ich szczytowej aktywności, ale i tak trochę ich zobaczyliśmy.
W ogóle, to byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Wystarczyło odjechać 10 mil za miasto, by zobaczyć drogę mleczną. Prawda - za plecami widoczna była miejska łuna, a na drodze był spory ruch samochodowy w kierunku Chicago, ale i tak widoczność była dobra. Tak rozgwieżdżonego nieba nie widziałam od bardzo dawna. Chmur zero, powietrze czyste. Ideał.
Jedynym problemem było to, GDZIE się zatrzymać. Wjazd w wąską ciemną uliczkę w Polsce byłby świetnym pomysłem. Tu budził mieszane uczucia. Jakoś nie byłoby fajnie wpakować się na czyjś prywatny teren. Jak stwierdził Joshua moglibyśmy później demonstrować dziury po kulach na własnej karoserii, nie musiałby pstrykać ukradkiem fotki czyjegoś samochodu.
W końcu znaleźliśmy duży parking. Podobno kiedyś był tam hotel. Teraz budynek stoi pusty. Jak się okazało, nie byliśmy jedynymi, którzy wpadli na pomysł, by tam wjechać. Kawałek dalej stał jeszcze jeden samochód z podobnymi do mnie oszołomami wpatrzonymi w niebo.
Parking był spory więc drogę zostawiliśmy kilka ładnych metrów po lewej.
W pewnym momencie stwierdziliśmy, że dla mijających nas kierowców musimy wyglądać intrygująco: Dwa samochody na parkingu i ludzie stojący z rękoma na karkach...
Niestety leżaczków ogrodowych nie było, a przy nie najlepszym kręgosłupie szyjnym zadzieranie głowy do góry przez 40 minut jest niewykonalne bez choćby i prowizorycznej stabilizacji.
W czwartek mieliśmy dziwny dzień w pracy. W naszym labie pojawiła się trójka senatorów. Nie mam pojęcia kto, ale oglądali sprzęt zbudowany do jednego z projektów mojego szefa - obecnie już bardzo zaawansowany - w fazie wprowadzania na rynek.
Jeśli kogoś interesuje, to krótki filmik można pobrać z tej strony: http://www.cyto.purdue.edu/ccatter-videos
A skrótowo to jest tak, jakby odkryć kod kreskowy doczepiony do każdego rodzaju bakterii. Wkładasz hodowlę w urządzonko a ono wypluwa informację jaka bakteria jest na szalce. A może być tam naprawdę wiele ciekawych rzeczy. Wynik jest gotowy bez testów genetycznych, bez zużycia odczynników, w kilka sekund... A jeśli na szalce jest dużo różnych rzeczy, nic nie zostanie pominięte.
Co by nie powiedzieć pomysł sam w sobie jest genialny.
Co by nie powiedzieć pomysł sam w sobie jest genialny.
Tak czy inaczej naszym głównym czwartkowym zadaniem było wyglądać profesjonalnie i inteligentnie. Wszyscy - czy trzeba czy nie w fartuchach, lab sprzątnięty z części sprzętu, żeby wyglądał czysto i schludnie. Co z tego, że był przez to niefunkcjonalny? Senatorowie oglądnęli co było do oglądnięcia i sobie poszli. Chyba im się podobało.
Przy okazji powiem, że prototyp, którego ja będę używać działa. Hui-Sung nameczył się trochę, ale uzyskujemy już poprawne wyniki analizy. Teraz trzeba zaprojektować komorę dla moich - nie całkiem suchych - próbek i można jechać z analizą. Tyle, że ja wciąż tkwię nad chemią. Niby już wszystko mam, niby dostałam podpowiedzi, ale kombinacji optymalnych warunków mogą być setki. A ja od czasu wizyty w firmie przetestowałam może kilkadziesiąt. I nawet widzę różnicę w wynikach, ale to jeszcze nie to.
Maybe jest jeszcze z nami, szukamy jej nowego domu. Do schroniska nie wróci. Zdecydowaliśmy, że pocierpimy jeszcze trochę (budzi mnie o 5:30, żeby jej dać pić. Co z tego, ze miska pełna wody, kiedy ona chce z kranu). Jest zdrowa, czyściutka i pachnąca... Z wyczesywaniem nieco gorzej, ale powoli dajemy radę. Na dziś 3:0 dla mnie (trzy szczotki kłaków, zero zadrapań), choć była strasznie wkurzona. Ale okazuje się, że kot bywa użyteczny. Od kilku dni mieliśmy straszny problem z namówieniem Korlat na zjedzenie michy. Maybe okazała się niesamowicie skutecznym... kotalizatorem.
Kotalizator: Kot, którego obecność w układzie pomieszczeń związanych z kuchnią w porze karmienia, wywołuje zmianę szybkości zjadania michy przez psa. Kotalizator bierze udział w zachodzącym zjawiskach, jednakże tak, że (na swoje szczęście) pozostaje po ich zajściu w niezmienionej ilości i postaci, w związku z czym nie pojawia się w sumarycznych równaniach opisywanych procesów.
Przy okazji powiem, że prototyp, którego ja będę używać działa. Hui-Sung nameczył się trochę, ale uzyskujemy już poprawne wyniki analizy. Teraz trzeba zaprojektować komorę dla moich - nie całkiem suchych - próbek i można jechać z analizą. Tyle, że ja wciąż tkwię nad chemią. Niby już wszystko mam, niby dostałam podpowiedzi, ale kombinacji optymalnych warunków mogą być setki. A ja od czasu wizyty w firmie przetestowałam może kilkadziesiąt. I nawet widzę różnicę w wynikach, ale to jeszcze nie to.
Maybe jest jeszcze z nami, szukamy jej nowego domu. Do schroniska nie wróci. Zdecydowaliśmy, że pocierpimy jeszcze trochę (budzi mnie o 5:30, żeby jej dać pić. Co z tego, ze miska pełna wody, kiedy ona chce z kranu). Jest zdrowa, czyściutka i pachnąca... Z wyczesywaniem nieco gorzej, ale powoli dajemy radę. Na dziś 3:0 dla mnie (trzy szczotki kłaków, zero zadrapań), choć była strasznie wkurzona. Ale okazuje się, że kot bywa użyteczny. Od kilku dni mieliśmy straszny problem z namówieniem Korlat na zjedzenie michy. Maybe okazała się niesamowicie skutecznym... kotalizatorem.
Kotalizator: Kot, którego obecność w układzie pomieszczeń związanych z kuchnią w porze karmienia, wywołuje zmianę szybkości zjadania michy przez psa. Kotalizator bierze udział w zachodzącym zjawiskach, jednakże tak, że (na swoje szczęście) pozostaje po ich zajściu w niezmienionej ilości i postaci, w związku z czym nie pojawia się w sumarycznych równaniach opisywanych procesów.
Dawno nie widziałam tak wyczyszczonej Korlackiej kolacji :)
Z innych zabawnych rzeczy: Drzewo na naszym podwórko zakwitło po raz drugi w tym roku. Ciekawe czy więcej roślin tutaj tak ma.
Ej, skoro Maybe już wychodzi z łazienki i namawia Korlat do jedzenia, to może niech zostanie?
OdpowiedzUsuńPS. Woda z kranu dobra. Poidło nieco rozwiązuje ten problem. Jakby jednak została... ;)
Maybe wychodzi z łazienki, kiedy stwierdza, że zaraz umrze z głodu (przecież suche żarcie w misce jest niejadalne) i przychodzi się upomnieć o puszkę. Albo kiedy się ją zmotywuje czymś jak wędzony łosoś...
OdpowiedzUsuńZ Korlat może być w jednym pokoju, ale tylko tak długo jak Korlat na nią nie patrzy, Poza tym, Maybe stale ma jedno ucho skierowane na wejście do pomieszczenia w którym przebywa. Obrazka w stylu pies i kot leżą razem nie zobaczysz.
Większość czasu niestety siedzi w łazience :( Tak więc nie jest szczęśliwa.
Ponadto Korlat stresuje się, bo Maybe chodzi po meblach, a to przecież jest niedozwolone. Próbuje ją przeganiać, ale ma chyba świadomość, ze Maybe czuje się niekomfortowo, bo jest niesamowicie delikatna.
Tak czy inaczej dziewczyny się nie dogadały, nie ma sensu ich męczyć.
Mimo to nie oddamy Maybe do schroniska, szukamy jej domu. A szukamy na wydziale weterynarii, więc nie martw się źle nie trafi.
po amerykańsku, w ślad za zimową praktyką pana, pies oddał urodzinowy prezent. wprawdzie nie przez ebay'a, ale jednak. Maybe z całą torbą wyposażenia i świeżo kupionych puszek pojechała do starszej pani, matki pracownicy uniwersyteckiego baru, która musiała uśpić dwa tygodnie temu swojego starego kota. będzie jej dobrze, my byśmy jej tak z pewnością nie rozpuścili
OdpowiedzUsuńprawda jest taka, że żadna z nich nie była ze wspólnego adresu zadowolona - Maybe chowała się przed Korlat, a ta ostatnia ciągle była podenerwowana kocim zachowaniem. trudno, nam też było przykro diablęcie oddawać, zaczynaliśmy się nawet dogadywać co do odwiedzania nas w łóżku nad ranem