niedziela, 4 września 2016

Kukurydza wraca

Tęskniliście..?


My też nie bardzo. Ale jakoś tak się składa, że urosła i jest. Na polach, na stołach, w sklepach. A ku rozpaczy Ewy (nadal uczulona na kukurydzę i pochodne) - również w prawie wszystkim, do czego się da dosypać mąki kukurydzianej albo dolać syropu kukurydzianego.

Tymczasem życie toczy się dalej. Przygotowaliśmy z grubsza mieszkanie na przyjęcie mamy i mamy, pozostaje czekać i jutro pojechać na lotnisko.
Na miejscu w sumie nic ciekawego: więc będzie trochę obrazków z okolicy.


 Ostrzeżenie na zderzaku autobusu: ten pojazd zatrzymuje się przed przejazdami kolejowymi. Jakby ktoś już nie pamiętał, tu przez przejazdy się jeździ - chyba, że widać pociąg. Znaczy nie zatrzymuje się. W planie, po przeprowadzeniu się do obecnego mieszkania, mieliśmy krótki filmik z dojazdu do głównej drogi: przez tory bez zatrzymywania, a następnie na czerwonym w prawo; jakoś ciągle się zapomina włączyć telefon. A akurat autobusy są wyjątkiem od reguły i one się muszą zatrzymywać.


Widoków drogowych cd., czyli coś co już kiedyś próbowałem złapać: ciężarówka z "systemem samowyładowczym". No, prawie - na zaczepie ma lekki wózek widłowy, jak widać po światłach podpięty do samochodu. Ciekawe, czy nie liczą go do długości całkowitej pojazdu, czy po prostu u nas z innego powodu nie da się czegoś takiego zastosować?


To już niezupełnie widoczek drogowy, ale u mechanika - coś sobie buduje w wolnej chwili. A mechanik, bo coś dzwoni w wydechu, i jak na razie ten jeden powiedział, że to najdziwniejszy dźwięk jaki słyszał i nie ma pojęcia co to jest, ale jednocześnie wykluczył kosztowną naprawę zaleconą przez dotychczasowy serwis (wymiana jakichś 3/4 układu wydechowego). Mam wrażenie, że nie tylko w weterynarii oni tu mają podejście typu zlecić kosztowne leczenie/ naprawę za grubą kasę, jak leci po wszystkim co może mieć teoretycznie związek z problemem, i liczyć że przy tej okazji coś ciężkiego do zdiagnozowania też się usunie.


To już ze sklepu: mak jako przyprawa. Na dłoni, dla zobrazowania wielkości pojemniczka...


Nasz wicedyrektor sklepu w stroju... zbieracza kasy na szpital dziecięcy. Nie wiem jakie było uzasadnienie dla sukienki, ale łaził tak przez pół dnia; znaczy chwilę po zrobieniu zdjęcia podwinął nogawki spodni, wygladało bardziej naturalnie.


Na (prawie) koniec widoczek poranny z korytarza na zapleczu; trochę nieostry, ale przy tym świetle telefon czasami wariuje. Winchester, remington, federal... tak, to jest amunicja, której sprzedaż jest oczywiście limitowana. Ale jest do kupienia w markecie. A nadmiar przywieziony w poprzedniej dostawie leży sobie i czeka na schowanie, gdzieś na drodze pracujących i łażących non-stop ludzi.

A na deser...


Zgadujecie, co to jest? Logo firmy, zdjęcie z pudełka. "Pudełko" to cała paleta... arbuzów. Ciekawe, jak przyjęta zostałaby firma w starym kraju.

1 komentarz:

  1. Podobne widlaki i u nas bywają. Może nie tak duże, ale się trafiają.

    OdpowiedzUsuń