wtorek, 6 września 2016

Najazd teściowych

No i przyleciały.

Mało się nie spóźniliśmy na lotnisko, ale ostatecznie pojawiliśmy się w idealnym momencie.
Niestety roboty drogowe zatrzymały nas na blisko godzinę. Ale i tak zdążyliśmy przygotować samochód na powitanie.





Później już było klasycznie: 2,5h jazdy do domu i narzekania, że daleko (a na mapie było tak blisko), ze fotele niewygodne...  (Lepiej, żeby przywykły, bo do zrobienia w tych fotelach maja kilka ładnych tysięcy mil.)
Przypilnowaliśmy, żeby za szybko nie zasnęły, ale i tak obudziły się w środku nocy. 
A dziś Korlat odmówiła porannego spaceru. Jakby się bała, że jej znikną z domu w czasie, kiedy będzie na spacerze. Ewidentnie przedłożyła obecność "babć" nad bieganie za piłeczką. 


Tylko chlebka bezglutenowego upiec się nie udało. Takie coś nam wyszło. 



Dziś, ku rozpaczy teściowej poszłyśmy na lunch na sushi. Dopiero wieczorem przypomniałam sobie, że w sosie sojowym jest gluten... Trzeba będzie coś wykombinować. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz