Nie, nie postanowiliśmy po raz kolejny rozwijać zakresu gatunkowego apartamentowej menażerii, tytuł ma związek z moją aktualną pracą - czyli wywalaniu (de facto) w markecie towaru, który nie nadaje się do dalszej sprzedaży. Zasadniczo na części spożywczej są to wszelkie zwroty od klientów, oraz artykuły uszkodzone w sklepie; zwracałem już uwagę na marnotrawstwo prądu w postaci otwartych (zupełnie) zamrażarek w sklepie - dodatkowy problem jaki stwarzają jest taki, że ludzie biorą cokolwiek skądkolwiek, po czym wyrzucają po drodze, z lenistwa chyba w najniżej położonym punkcie na wysokości ręki czyli zamrażarce (jest pustawo, można wrzucić, więc... łatwiej niż na półkę, zwłaszcza tą samą z której się wzięło, prawda?). Oczywiście zamrożony produkt spożywczy nie nadaje się do dalszej sprzedaży - trafia do kosza. Ale i tak połowę chyba stanowią zwroty od klientów, i to jest ten element tutejszej kultury handlowej, którego nie ogarniam. Rozumiem zwrot towaru nieuszkodzonego, który można ponownie sprzedać, ale żywność idzie prosto do kosza (z założenia nie wiadomo, w jakich warunkach mogła się znaleźć po wyniesieniu ze sklepu). O ile więc nieco zgniecione puszki czy pudełka trafiają do organizacji charytatywnych, żywiących osoby potrzebujące, o tyle reszta - kosz
Jeszcze zabawniej bywa na części przemysłowej, gdzie jako zwroty trafiają rzeczy używane, często uszkodzone (w znaczeniu niegwarancyjnym); hitem ostatniego tygodnia był futon (po naszemu coś jakby lekka wersalka), zwrócony najpewniej przez studenciaka - skubany zachował nie tylko pudło z niego, ale nawet taśmę plastikową, którą była spięta w pudle poduszka! Po roku nauki i korzystania oddał... a sklep przyjął. Wszystko przyjmuje.
Tymczasem ledwie zakończyłem - zmęczony - pierwszy semestr studiów, zapisałem się na drugi (i na razie ostatni), oczywiście w ostatniej chwili. Nie moja wina, że z jakiegoś powodu nie udało mi się zapisać na zajęcia przez internet. Jeszcze nawet nie patrzyłem, kiedy mam zajęcia; teoretycznie od trzeciej dekady stycznia do jakiegoś kwietnia. Plan jest taki, że spróbuję uniknąć na ile się będzie dało pracy na ostatni moment, po nocach; jeśli znów będzie tak, że mam trochę czasu - kupię książki i popracuję przed zajęciami.
Uzupełnienie z edycji: nie popracuję, ten semestr mam zajęcia od zaraz do 7 maja... Biorę się za szukanie książek, dziś chyba ostatni dzień odpoczynku.
Uzupełnienie z edycji: nie popracuję, ten semestr mam zajęcia od zaraz do 7 maja... Biorę się za szukanie książek, dziś chyba ostatni dzień odpoczynku.
Przy okazji wizyty w budynku college'u obejrzałem szkolną galerię na ścianach... i ręce mi opadły. Inne kończyny też mogłyby, ale zasadniczo podtrzymują moją pozycję wertykalną, więc z nimi jest trudniej.
To jest tutejsza sztuka: niby że mural z historią firmy farmaceutycznej i jej wynalazków. Specjalna darowizna dla instytucji naukowej, specjalnie odnowiona i prezentowana w głównym hallu. Nie sądzicie, że to jest koszmarek?
A teraz obrazki ze spacerów korlackich:
Punkt zrzutu świątecznych choinek. Nie śmiecić na ulicach, ulokować w jednym miejscu, skąd sprzątną je służby miejskie. Przynajmniej nikt nie robi śmietników na dziko.
To jest lepsze: jak powszechnie (z hamerykanckich seriali) wiadomo, nacja ta pija wodę niczym zwierzęta. Publiczne "pijaki" do wody są więc elementem tutejszego krajobrazu, widywane w budynkach publicznych, centrach handlowych oraz np. parkach. Tutaj w naszym, po sąsiedztwie, który jest łączką z kilkoma drzewami i 3/4 koniczynki (widzianej z góry) boisk do baseballa i tenisa. Nie byłoby w nim nic dziwnego, gdyby nie psia miska. Bywają milutcy ci ludzie tutaj.
A co do tytułowego kota, to tak wygląda zwrotka z kociej karmy:
Powód zwrotu przez klienta: bo kot nie lubi...
To jest tutejsza sztuka: niby że mural z historią firmy farmaceutycznej i jej wynalazków. Specjalna darowizna dla instytucji naukowej, specjalnie odnowiona i prezentowana w głównym hallu. Nie sądzicie, że to jest koszmarek?
A teraz obrazki ze spacerów korlackich:
Punkt zrzutu świątecznych choinek. Nie śmiecić na ulicach, ulokować w jednym miejscu, skąd sprzątną je służby miejskie. Przynajmniej nikt nie robi śmietników na dziko.
To jest lepsze: jak powszechnie (z hamerykanckich seriali) wiadomo, nacja ta pija wodę niczym zwierzęta. Publiczne "pijaki" do wody są więc elementem tutejszego krajobrazu, widywane w budynkach publicznych, centrach handlowych oraz np. parkach. Tutaj w naszym, po sąsiedztwie, który jest łączką z kilkoma drzewami i 3/4 koniczynki (widzianej z góry) boisk do baseballa i tenisa. Nie byłoby w nim nic dziwnego, gdyby nie psia miska. Bywają milutcy ci ludzie tutaj.
A co do tytułowego kota, to tak wygląda zwrotka z kociej karmy:
Powód zwrotu przez klienta: bo kot nie lubi...




Mural - znajoma firma. :)
OdpowiedzUsuńA powód zwrotu jasny, precyzyjny, czytelny i słuszny. :D