"Carlos and Ted are legally married under the state law (...)"
czyli: Carlos i Ted są małżeństwem zgodnie z prawem stanowym;
"James and Michael finalized adoption of their daughter (...)"
tłumacząc swobodnie: James i Michael zakończyli adopcję ich córki. W pierwszej chwili brzmiało dziwnie, dopiero po chwili stwierdziłem, że przecież tu jest takie prawo. No i patrzajcie: nawet na kursie podatków mnie jakimiś dżenderami zaprawiają, podprogowo...
Droga poranna na roboty, obwodnica miasta. Dopuszczalna prędkość 50-55mph, w praktyce 5-10 więcej. Pod księżycem widać pagórki od strony rzeki, przed West Lafayette. Wiem, że fota do niczego, ale obrazek sam w sobie był fajny.
Tymczasem dziś w końcu wybraliśmy się do parku, który jakiś czas temu poleciła mi spotkana na spacerze korlackim pani z przemiłym psiakiem. Ogród jest 4min jazdy od nas, tylko trzeba wiedzieć po pierwsze gdzie, a po drugie co tam można znaleźć.
A jest zdecydowanie fajnie, chociaż po zaliczeniu wzdłuż i wszerz wszystkich ścieżek, w tym z "wtargnięciem" na teren prywatny, zeszło nam wszystkiego 45 minut. Wtargnięcie z resztą było mało agresywne, po prostu prowadzi ładnie urządzona ścieżka przez park, nad samym potokiem, która gdzieś w trakcie ma przy krawędzi zamszoną tabliczkę. W drodze powrotnej, bo musieliśmy zawrócić z braku przejścia, odczytałem dopiero frezowany, zarośnięty napis na tabliczce. Trudno, nikt nie strzelał, więc było nieźle.
Ścieżki prowadzą generalnie w kółko, mają trochę schodków w bardziej stromych miejscach, a poza tym cały ogród jest przy brzegu lokalnego potoku. Domki nad potokiem całkiem fajne, przynajmniej przez chwilę byłoby ciekawie w takim miejscu mieszkać. Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że tu często są powodzie, oraz narzekania na sąsiedztwo rzeki w wykonaniu obsługującej nas onegdaj kierowniczki w banku, to chyba pomysł nie byłby najlepszy. Ale z kolei do pływania motorówką wystarczy prawo jazdy.
Mnie się prawdę mówiąc cholernie nie chce, ale chyba coś się dziś pouczę, bo ostatnio przesadziłem z lenistwem związanym z przerwą wiosenną, i siedziałem przez weekend do północy, żeby ze wszystkim zdążyć.
W końcu sąsiedztwo miasteczka uniwersyteckiego zobowiązuje, czyż nie?
W końcu sąsiedztwo miasteczka uniwersyteckiego zobowiązuje, czyż nie?






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz