We wtorek pojechałyśmy z Carmen do Indianapolis, sprawdzić jak CyTOF poradzi sobie z naszymi próbkami. CyTOF to takie sprytnie urządzonko, które dosłownie odparowuje co mu się poda (komórki, drobinki polistyrenowe, silikonowe i inne - byle nie za duże), jonizuje, przyspiesza z jednakową energią, a później mierzy czas, w jakim poszczególne jony dotarły do detektora. Poprzez pomiar czasu można określić ich masę, a więc i zidentyfikować atomy z których się składają. Dzięki temu możliwe jest na przykład wykrycie obecności metali i oznaczenie ich ilości. Fajne.
Ponieważ do Indy jedzie się godzinę, ustaliłyśmy, że Carmen weźmie swój samochód. Droga na uniwersyetet była bardzo prosta, bez problemów dotarłyśmy pod wskazany adres, wjechałyśmy na parking wielopoziomowy. Na tym etapie skończyło się "bez problemów". Podczas parkowania Carmen pomyliła gaz z hamulcem i wyrąbała w ścianę.
Subarówka przeżyła, choć wypadło jedno światło, wygiął się zderzak, a pogięta klapa silnika sugerowała, że auto mogło się skrócić o kilka centymetrów. Na szczęście nic ważnego w środku nie uległo uszkodzeniu. Karoseria wzięła cały impet na siebie.
Mnie najbardziej zabolało uderzenie o napięte pasy bezpieczeństwa. Dobrze, że nie mam zwyczaju jak niektórzy znani mi ludzie, odpinania ich kiedy dojeżdżam na miejsce.
Próbki okazały się negatywne. Tak samo próbki, które analizowałam w naszym labie. I wszystkie kolejne próbki przez cały tydzień.
Nie wiem jeszcze co poszło źle, podejrzewam bufor blokujący - że zablokował za dobrze. Właśnie siedzę w pracy, a próbki się inkubują. Mam szczerą nadzieję, że to to, bo wszystkie inne opcje już sprawdziłam. Jeśli to nie wina buforu, to możliwe, że moje toksyny się rozłożyły w taki czy inny sposób. Mam nadzieję, ze jednak nie i że za tydzień będę miała zrobione kolejne doświadczenie. Jeśli nie, to przepadnie mi wykład na konferencji.
Ładna pogoda trzymała się przez tydzień. Mieliśmy jedną burzę, kilka dni z deszczem. A teraz się ochłodziło do około 50F.
Niestety prognozy długoterminowe mówią o znacznie cieplejszym niż zazwyczaj lecie. To oznacza, że będzie naprawdę nieznośnie, więc jak ktoś chce nas odwiedzić (zapraszamy), to sugeruję koniec wiosny albo jesień. No, chyba, że wybierzemy się na Alaskę. Ja jestem za.
Update: Winny był - jak podejrzewałam - bufor blokujący. Nie wiem co zrobiłam źle, ale po zastąpieniu go roztworem mleka wszystko poszło jak należy. Jutro Josh dorabia w ramach nadgodzin, a ja pójdę zrobić jeszcze jeden test. Może wynik wejdzie do prezentacji?
Na koniec fotka z popołudniowego spaceru.
Update: Winny był - jak podejrzewałam - bufor blokujący. Nie wiem co zrobiłam źle, ale po zastąpieniu go roztworem mleka wszystko poszło jak należy. Jutro Josh dorabia w ramach nadgodzin, a ja pójdę zrobić jeszcze jeden test. Może wynik wejdzie do prezentacji?
Na koniec fotka z popołudniowego spaceru.
Jak wiosennie <3
OdpowiedzUsuńw tym roku potwierdziliśmy, że tu trawa nie gnije w zimie pod śniegiem. żółknie, natomiast jak się robi ciepło - te same źdźbła robią się zielone. taka tam ciekawostka przyrodnicza
OdpowiedzUsuń