W środę przechodziła przez Stany burza śnieżna. wszystko co mogło, przeszło nad nami.
jako, że zimę mamy wyjątkowo ciepłą, śnieg sypał mokry i ciężki. Właściwie, to rano był jeszcze tylko marznącym deszczem, później bryłami lodu.
Akurat mieliśmy jechać do Chicago korzystając z wolnego dnia Josha. Ale coś mnie tknęło, kiedy zerknęłam na radar pogodowy. Raz, że ze względu na ciepłą i bardzo suchą zimę nie mamy w Toyocie opon zimowych, (poprzedniej zimy nie mieliśmy jeszcze auta, a ponieważ było wiadomo wcześniej jaka będzie ta zima, poskąpiłam na opony) dwa, że lokalesi w ogóle takich nie uznają (a że i jeździć po śliskim nie potrafią to ryzyko kolizji jest spore). Przełożyliśmy wyjazd na sobotę i pojechałam do pracy na 7:30. Przygotowałam próbki, wstawiłam, żeby się inkubowały i wróciłam do domu. Josh akurat zabierał Korlat na spacer. Wreszcie miał biedak okazję, żeby odespać poprzedni tydzień, kiedy chodził do pracy na 5 rano.
Poszliśmy razem. Wiał silny wiatr, zacinał tym mokro-ostrym śniegiem po twarzy jak diabli, ale nasze cielę było przeszczęśliwe. Josh uznał, że ma w sobie coś z Pratchettowego trolla. Czym zimniej, tym bardziej się ożywia.
Ale trzeba przyznać okolica zrobiła się bajkowa.
Zanim zdążyłam wyjść z domu Josh dostał zabawnego SMSa. Okazało się, że college, na którym studiuje odwołuje zajęcia z powodu pogody.
Władze uniwerku tez były życzliwe, na jeden dzień znieśli ograniczenia parkingowe, żeby można było podjechac jak najbliżej. Kiedy wracałam do pracy, na ulicach było dość i strasznie i śmiesznie.
Niczym niezwykłym nie jest tutaj jazda 45 mph przy ograniczeniu do 35. Wczoraj większość keirowców jechała 20. Pod uczelnią znalazły się nawet miejsca parkingowe. Zostawiłam samochód i poszłam do pracy. Po powrocie dowiedziałam się, że Jennie utknęła na autostradzie. W 3 h pokonała może 200 stóp. Po kolejnych dwóch godzinach, Josh przysłał SMSa, że autostradę zamknęli...
Kiedy wychodziłam musiałam się wykopywać. Pług odśnieżając uliczki zasypał samochody. Na szczęście temperatura nie spadła mocno i nic nie przymarzło.
Śnieg przestał padać dziś przed południem. Burza poszła na wschodnie wybrzeże. Ale chyba po drodze przestała być śnieżna.
Nocny widok z okna
Za to w pracy coś się nareszcie dzieje. Co prawda wciąż mamy drobne dyskusje odnośnie bezpieczeństwa pracy w nowej części labu, ale ogólnie nie jest chyba źle. Dowodem na to może być fakt, że jak na razie wszyscy wydają się zdrowi. (Póki co to najgorsze co może nam się przytrafić to ostra biegunka).
Pojawiają się za to pierwsze wyniki. Nie jest źle, na chwilę obecną wykrywalność mam zaledwie 10x gorszą, niż najlepsza opisana. Biorąc pod uwagę, że dopiero sprawdzam co zadziała a co nie, to naprawdę obiecujący rezultat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz