sobota, 16 kwietnia 2016

It's not paranoia if you're always right...

Mój samochód zepsuł się w czwartek w Indy. W poniedziałek miał być do odbioru, ale rano dowiedziałam się, że jednak nie i tak naprawdę to nie wiadomo kiedy będzie, bo czekają na alternator (poprzednio zamówiony przyszedł nie taki jak trzeba)... Ale za to serwis oferuje mi bez żadnych dopłat samochód zastępczy. Tyle tylko, że samochód można odebrać u nich w serwisie.
Pojechaliśmy z Joshem razem. Na miejscu okazało się, ze samochodem zastępczym jest... nowe mini.  Pięciodrzwiowe. Och, jaka byłam zawiedziona! Nie chodzi juz nawet o to, że samochód nie wie czy jest uroczą małą zabawką, czy jednak poważnym samochodem (tak po prawdzie to nie podpada ani pod jedno ani pod drugie). Nawet nie chodziło o to, że by w automacie.
Chodzi o to, że... Stare mini - moje mini - ma styl. Jest zabawką, ale jego wnętrze ma klasę. Natomiast nowe... Długo myślałam nad porównaniem. Otóż moje Mini jest jak smooth jazz. A nowe jak disco dla nastolatków.
Może i silnik ma fajniejszy, a po przestawieniu na tryb sportowy (ja nie zauważyłam, że taki ma, dopiero Josh znalazł) nawet się zbiera, ale jego wewnętrzne podświetlenie jest jak idealne rozszczepienie światła białego. No dobra, nie idealne, nigdzie nie było fioletowego. Deska wygląda plastikowo, wręcz tandetnie.  Okropność.
I tak zamiast się cieszyć nowszą poprawioną wersją, odetchnęłam z ulgą, kiedy odebrałam własne auto.



Ostatniej niedzieli poprosiłam Josha, żeby coś sprawdził na naszym koncie. Chwilę później mocno zaskoczony podszedł do mnie i spytał "kupowałaś coś za taką kasę?"
Myślałam przez dłuższą chwilę. W piątek poza rachunkiem z serwisu (niedorzecznie dużym z resztą) na zestawieniu mojej karty pojawiły się zakupy na $374.46 Hmmm... po pierwsze to sporo kasy. Nic takiego nie kupowałam. Po drugie sklep o którym pierwsze słyszałam. No dobra. telefon do banku, podanie danych, zablokowanie karty. A w poniedziałek - zwrot kasy na moje konto z opisem "fraud credit". To się nazywa tempo. Bez wyjaśniania, bez pytań, bank kasę ma, więc bank mi oddaje. A później może wyjaśni, może odzyska...
Wiedziałam, że tak to działa, więc się nie martwiłam. Ale powiem szczerze, kiedy się przydarzyło, było... dziwne. Już rozumiem czemu oni tutaj zapisują numery kart gdzie popadnie.
A później jeszcze 





W weekend znów wiosenny piknik z okazjami do głaskania tarantuli i jedzenia owadów. Tym razem odpuszczamy: Przemek będzie w pracy, ja chyba też.

Remonty, remonty. Jakoś tak się złożyło że większość na mojej trasie praca - dom. Jakby nie pojechać, tak na coś się trafi. Niby są inne trasy ale dużo dróg jest jednokierunkowych.




Korlat trochę zadomowiła się w u mnie w gabinecie. Oczywiście odmówiła spania na miejscu, które jej przygotowałam. Lepiej jest w środku, między ludźmi. Ponieważ dziewczyny ją psują (juz ją nauczyły brać jedzenie od obcych, co dawniej było nie do pomyślenia. Może nie całkiem bezpośrednio, wciąż Jennie albo Carmen muszą "potwierdzić" że można, ale jednak.), kocyk przygotowany z boku wylądował na miejscu wybranym przez suczydło. Krzesło Carmen? Skoro już jest, to może robić za podpórkę na łapę... I to wszystko po zaledwie dwóch wizytach. Strach pomyśleć co będzie dalej. 


Kask nie  jest konieczny do jazdy motocyklem ale - jak widać na załączonym obrazku - kaszkiet może się przydać. A skoro nawet kasku nie trzeba, to po co ciuchy motocyklowe. Co tak uraz stopy czy kostki, płytkie buty tez są ok. A jak fajnie prezentują się przy tym białe skarpetki!




A na koniec odnośnie tytułu: Dwa miesiące temu odnowiłam ubezpieczenie od poważnych awarii miniaka. Pani, która mi sprzedawałą ubezpieczenie (w komisie, gdzie kupiłam auto) była zdziwiona. Stwierdziła, ze pierwszy raz ktoś to ubezpieczenie przedłuża...
Powiem krótko: dobrze, że to zrobiłam. Niestety za alternator zwrócą tylko połowę, ale i tak się opłaciło. 


2 komentarze:

  1. Fraud credit - pan sobie poczeka 30 dni na wyjasnienie reklamacji, jak pan bedzie mial szczescie. Tyle dobrego, ze zmienli przepisy, ze jak po 30 dniach bank nie potrafi wyjasnic (bo np. dostawca uslug karcianych nie wyjasnil) to musi uznac reklamacje. Ale to wciaz 30 dni.

    OdpowiedzUsuń
  2. a może nie uznać, jeśli dane karty zostały faktycznie skradzione? w sensie stwierdzić, że do autoryzacji np. niezbędny był cvv i skoro ktoś go miał, to winę ponosi posiadacz karty? pamiętam sprawy z kradzieżą haseł do kont, gdzie bank twierdził że z ich strony jest ok, czyli winę ponosi okradziony

    OdpowiedzUsuń