Jeszcze dwa dni temu wydawało się, że to tylko kwestia czasu, kiedy Korlat zacznie sama jeść. Czekaliśmy, szukaliśmy sposobów i chytrych podejść jak jej coś podsunąć. Poprawiły się psie kupska, nie były już zupełnie rzadkie, przestała pić jak smok wawelski, przez co wypłukiwała sobie jony i trzeba było uzupełniać podskórnie kroplówką. Odwiedziła nas Jennie, ale od niej piesa też nie chciała przysmaków. Ostatnie dwie noce budziła nas tylko na chwilę, nie trzeba było jej wyprowadzać - wcześniej miewałem nawet cztery nadprogramowe wyjścia. Wydawało się, że będzie już tylko lepiej. Nawet złapałem ją śpiącą w ulubionej pozycji, zdrowego i zrelaksowanego psa: jak na tym zdjęciu.
Wczoraj rano nakarmiona strzykawą, przed którym to karmieniem zaczynała już uciekać, zwymiotowała. Problem zaczął się powtarzać wieczorem, ponieważ nie utrzymywała w żołądku nawet wody, Ewa zaczęła podawać kroplówkę. Tu zaczął się problem: płyn nie wchodził, po wyjęciu igły ranka mocno i cały czas krwawiła. Po kilku minutach i dwóch późnych telefonach do dra Koca po porady, pojechaliśmy znów na ostry dyżur. Zgodziliśmy się na sugerowane badania krwi, ostatnie sprzed 2 tygodni wykazały wtedy bardzo dobry stan psiego zdrowia, nawet ze znaczną poprawą kondycji wątroby. Po 1,5h wróciliśmy, ale mina weterynarza na wejściu już powiedziała nam wszystko... Krwawienie z malutkiej rany nie ustawało, biedna piesa prawie zupełnie nie miała płytek krwi. Jak powiedział przyczyny mogą być różne, ale wszystkie złe.
Wyglądała bardzo słabo, i bardzo biednie, znacznie gorzej niż jeszcze wieczorem. Nie mogliśmy zmuszać jej do dłuższej walki, to już nie miało żadnego uzasadnienia. Trzeba było dać jej odpocząć, po prostu zasnąć. Przy nas, spokojnie.
W drodze powrotnej uznałem, że potrzebuję stabilizatora równowagi emocjonalnej, więc zatrzymaliśmy się w sklepie. Widząc zapłakaną Ewę kasjer zapytał, czy wszystko w porządku; wyjaśniliśmy dlaczego dla nas na razie zupełnie nie. Po zdjęciu zabezpieczenia (antykradzieżowego) z butelki, facet usunął nam flaszkę z rachunku. Skasowałem jeszcze raz, a on na to, że nam ją daje. I skasował ponownie. Tu nie jest złe miejsce do życia, po prostu w niektórych sprawach mieliśmy ciut za mało szczęścia.



*przytul*
OdpowiedzUsuń:((((
OdpowiedzUsuń