środa, 14 grudnia 2016

Gdańsk zwany Krakowem

Pracowaliśmy nad przeprowadzką przez ostatnie dni od rana do późnej nocy, dlatego dopiero z Sącza możemy cokolwiek napisać - już odpoczywając.
Jeszcze z planem powrotu we trójkę szukaliśmy komfortowego transportu dla wszystkich, odpadały więc połączenia lotnicze np. przez lotniska europejskie, które wprawdzie w wielu przypadkach prowadziły bezpośrednio do Krakowa, ale za to bez opcji lotu z naszym wsparciem emocjonalnym. Ceny bezpośrednich połączeń z Chicago powaliły nas w pierwszej kolejności na ziemię, podobnie jak bilety LOTu. Aby taki wariant w ogóle miał sens, trzeba by było kupić bilet w obie strony  (wtedy jest taniej) i mieć nadzieję, że przed terminem lotu powrotnego zaszłyby jakieś zmiany w rozkładzie i dałoby się bilet zwrócić. Dom wariatów.
Finalnie kupiliśmy bilety z Nowego Jorku, przez Oslo do Gdańska, ponieważ Norwegian respektuje przewóz psa jako "emotional support" również na trasach europejskich, a cena była rewelacyjna. Tyle, że droga trwała znacznie dłużej.
Oddawszy mieszkanie, po całym dniu pracy z nieocenioną pomocą Jennie, po przewiezieniu całego pozostającego dobytku wraz z niesprzedanymi samochodami do jej domu, zasiedliśmy do w zasadzie jedynego posiłku tego dnia. Była jakaś 9 wieczór.


Ten talerzyk był na troje. (Zasłużyliśmy.) Potem już tylko wsiedliśmy do pożyczonego samochodu i zrobiliśmy pierwsze ca. 200 mil, zatrzymując się na nocleg po północy.

Robiąc to zdjecie myślałem, że poskarżę się na amerykański koszmar motelowy, czyli miniaturowy ekspres do kawy na saszetki typu herbacianej torebki. Jeszcze nie wiedziałem, jak bardzo będzie mi tego szajsu brakowało dwa poranki później w Oslo...


Drugi dzień w drodze do Big Apple był koszmarnym pościgiem z czasem, przy jednostajnej prędkości autostradowej na tempomacie (choćbyśmy chcieli łamać ograniczenia prędkości - a nie chcieliśmy - auto miało blokadę przy 80 mph!) i ostatecznie przebijaniu się jakieś 2 godziny przez nowojorskie korki. Samochód oddaliśmy z opóźnieniem 30 minut, za które wypożyczalnia, zgodnie z umową, naliczyła nam $111 kary. Zbladłem. Dziewczyna z obsługi zasłoniła rachunek kolejnym, już gotowym, z anulowaną karą. "Jednorazowa uprzejmość", jak wyjaśniła z uśmiechem. Zrobiło mi się nieco lepiej.

Do czasu. Po ponad godzinie walki z walizkami i torbami, których mieliśmy w sumie 6 (a raczej 8, skompresowane do 7, ale nie liczę miniaturowego plecaczka Ewy), żeby zmieścić wagę bagażu kabinowego w restrykcyjnych 10kg - całości! - mieliśmy niespakowanego jeszcze tylko laptopa Ewy. Tylko nie mieliśmy laptopa, bo został w samochodzie. Pobiegłem na kolejkę lotniskową, kolejką z przesiadkami wróciłem do wypożyczalni, w międzyczasie nagrałem się na infolinii z informacją, że zostawiliśmy lapka. Przez okno kolejki widziałem C-maxa otwartego prawdopodobnie do czyszczenia; widząc wszystkich zajętych za kontuarem pognałem do auta. Ale to nie było nasze! Już w drodze powrotnej zobaczyłem to właściwe. Sprawdziłem przez okno - kluczyki leżały w środku; czyli auto było otwarte. A laptop leżał sobie na podłodze, pod siedzeniem, gdzie się zsunął w trakcie któregoś ostrego hamowania w mieście.




Tak pożegnaliśmy Amerykę.
Po siedmiu godzinach lotu Oslo przywitało nas koszmarną mgłą, a zaraz w drodze z lotniska do hotelu, również deszczem. Zrezygnowali odpuściliśmy kolejne wydatki - sam hotel był już koszmarnie drogi - na zwiedzanie, które nie mogło nic dobrego przynieść. Odespaliśmy poprzednie cztery zarwane noce, a następnego dnia wsiedliśmy do Embraera, który zaniósł nas do Gdańska. Jeszcze przed startem wróciliśmy z przyjaznego "Midwestu" do klimatów krajowych: para z dzieckiem, tuż przed wyznaczoną godziną odlotu wsiadając mimo próśb obsługi do ostatnich foteli przez przednie drzwi, głośno i ordynarnie komentowała fakt, że muszą stać przez chwilę, bo ktoś pakuje walizkę do schowka bagażowego.
Przy okazji jeszcze wieczorem zaczęliśmy walczyć przy pomocy współpracy na linii Apple-Sony z różnicami w kształcie wtyczek i gniazdek prądu; oto kabel do zasilacza aparatu fotograficznego wpięty w zasilacz "maca" Ewy. Polak potrafi, a co!


Podczas podchodzenia do lądowania na lotnisku im. (jeszcze) Wałęsy stewardessa Norwegian pomyliła najwyraźniej polskie miasta, usłyszeliśmy bowiem z głośników iż właśnie lądowaliśmy w Krakowie. Informacja wzbudziła powszechną wesołość pasażerów.
W Gdańsku odebrała nas Asia, wieczór spędziliśmy z nią i Maćkiem, a kolejnego dnia odstawieni na PKP wróciliśmy przez Kraków do Sącza. Na kilka następnych dni mamy dość podróży. Tym niemniej opłaciło się: oba bilety kosztowały nas blisko dwa razy mniej, niż bezpośredni lot z Chicago, również zauważalnie mniej niż jakiekolwiek inne opcje. Fakt, spędziliśmy w drodze w sumie 4 dni (można było 3, gdyby się nie zatrzymywać w Gdyni), ale w sumie z nieosiągalną z przyczyn niezależnych opcją zwiedzenia stolicy Norwegii, podróż była raczej spokojna i w gruncie rzeczy akceptowalnie przyjemna.

I... to chyba koniec bloga, skoro nie jesteśmy już po tamtej stronie kałuży. W podsumowaniach powiedziałbym: żyje się tam inaczej, niż tutaj - spokojniej, zarówno w sensie ogólnożyciowym, jak i choćby ruchu ulicznego. Są rzeczy, które zaskakują - jak zamówiona do śniadania herbata, która okazuje się po podaniu herbatą z lodem. Bywa, że trzeba wgryzać się w lokalne obyczaje, albo do nich  po prostu przywyknąć - tak jak przyzwyczailiśmy się do jedzenia lunchu i picia wody do posiłków.
A że niezbędne dla kariery praktyki naukowe Ewy zakończone, spróbujemy teraz znaleźć sobie na tym globusie miejsce na stałe, na nasz dom. Może nam to chwilę zajmie, ale zakładamy, że z naszym uporem musi się udać.
A wtedy może będzie kolejny blog. 

2 komentarze:

  1. Welcome back :) i czy to co widzicie nie powoduje, ze chcecie juz stad wyjeżdżać?
    P.s prez Jakie portale wyszukujące tanich połączeń lotniczych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kayak.com, ale szukaliśmy z wielu lotnisk w us na wszystkie lotniska w miarę bliskie kraju, tzn. włącznie z frankfurtem, berlinem, kopenhagą, bratysławą... z opcją dojechania do domu pociągiem
      mankamentem tego typu opcji jest podróż rozłożona w czasie i z dodatkowymi kosztami np. noclegu (u nas: oslo)

      Usuń