Niestety nie jest jakoś super łatwo. Nigdy nie szło mi uganianie się za ptakami. Na studiach nieszczęsny kurs z ich identyfikacji zaliczyłam na 3 a i to głownie dzięki rozpoznawaniu głosów. No ale teraz próbuję się wykazać przed Jennie. Żeby nie było, że marudzę bez sensu, bo kiedy dostaję atlas ptaków to z niego nie korzystam. Inna sprawa, że całe to identyfikowanie wygląda tak, że idę z aparatem, jak i się zdaje, że gdzieś jest pierzaste skurkowaństwo, pstrykam fotkę, a dopiero później w domu po obrobieniu zdjęcia mogę sprawdzić co upolowałam. I tak dopiero trzeci wypad na Cellery Bog coś mi dał.
Tu długo miałam wątpliwości, ale wygląda na to, że to samica Red-winged Blackbirda.
Great Blue Heron. Występuje na terenie prawie całych Stanów. Całkiem spore ptaszysko. Niestety nie daje się zobaczyć z bliska.
I Canada Goose na drugim planie. Znienawidzone przez nas: opanowują Celery Bog i okolice zimą, poruszają się ogromnymi stadami i ciężko nie wdepnąć w to, co pozostawiają na wszystkich chodnikach.
Jeszcze raz Great Blue Heron - tym razem z daleka i Great Egret
A to już Mute Swan. W USA występuje bardzo lokalnie. Akurat u nas jest.
No proszę, taki rzadki ptak. Mieliśmy szczęście!
Purple Martin. Był bardzo daleko, wypatrzyłam go przypadkiem. Zazwyczaj widać je śmigające nisko nad powierzchnia wody, zbyt szybko, żeby zdążyć z fotką.
I na koniec Downy Woodpecker.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz